Rozdział 8.
*Wyjątkowo jest to pisane oczami Harrego*
Gdy tylko dowiedziałem się o tym, co Zayn wymyślił zbiegłem na dół po schodach. Nie mogłem uwierzyć w to, że nadal zazdrościł mi Alice. Stał tyłem i rozmawiał z Amber. Amber to jego dziewczyna. Obydwoje zawsze coś knują i wszystko niszczą. Podbiegłem do niego i popchnąłem na stół.
- Czego ty jeszcze chcesz, co.?- Zaczełem dość głośno.
- Niczego.- Uśmiechnął się do mnie.
- Co jej zrobiłeś.?! Co zrobiłeś Al.?!
- Ja, nic. Nie dotknąłem jej nawet. Dalej trzymam się zakazu.
- To czemu zabrałeś mi mój telefon i gadałeś z nią.?
- Była tu. Powiedziałem, że ma już nigdy tu nie przychodzić.
- Co.?!
- No co mi zrobisz.? Hahhaha.
- Gadaj.!
- Okej, okej.- Puścił mi oczko.- Amber zabrała telefon Belli i zadzwoniła do tej s*ki. Ja zabrałem twój, również do niej dzwoniąć. A no i jak już wiesz przylazła tu.
Słuchałem opowieści Zayna. Chciałem na niego wskoczyć i wydrapać mu oczy. Nagle dowiedziałem się, że Amber ponoć byla ze mną w łóżku. Nie wytrzymałem, rzuciłem się na Muzułmanina. Zaczełem go szarpać, drapać wszystko co przyszło mi na myśl. Odciągnął mnie od niego Liam. Zayn leżał skulony. I dobrze mu tak. Nagle zadzwoni domowy.
- Halo.
- Harry.! Harry.! - Usłyszałem głos Belli.
- Co się stało.?
- Alice.. Ona.. Ona.. Ona chyba nie żyje.
- Że jak.?! Gdzie jesteś.?
- Pod jej domem. Zamkneła się. Amber wyrwała mi komórkę, i zadzwonila do niej. Szybko, błagam pomóż mi.
- Biegnę.!
Wziełem mój płaszcz i buty. Wybiegłem przed dom. Lało jak z cebra. Wsiadłem w auto i pojechałem do domu Al. Gdy dojechałem, widziałem Bellę klęczącą na schodach koło drzwi domu mojej dziewczyny. Wyskoczyłem z auta i podbiegłem do Belli. Pomoglem jej wstać. Opowiedziała mi szybko co się stało.
- Musimy wywarzyć drzwi.
- Dobra.. Ale.. szybko..- Rozpłakała sie na nowo.
- Na raz dwa, trzy pchamy.- Powiedziałem stanowczo.- Miej przy sobie komórkę, jakbyś miała dzwonić na karetkę.
Policzyłem do trzech i razem z Bellą zaczeliśmy pchać drzwi. Udało nam się. Wbiegłem pierwszy i odrazu zaczełem wołać Alice. Była moim całym życiem. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś jej się stało. Rozglądałem się po całym mieszkaniu, jednak nikt nie odpowiadał. Pobiegłem na górę. Sprawdziłem w pokoju, następnie skierowałem się ku drzwiom od łazienki. Otworzyłem je, i zajrzałem do środka. Był tam. Leżała w wannie cała zakrwawiona. Zawołałem Bellę, zeby szybko dzwoniła po karetkę. Miała nieobecny wzrok. Jednakże zadzwoniła i powiedziała mi że pogotowie przjedzie z 5 minut. Podbiegłem do Al. Wskoczyłem do wody i wziełem ją na ręce. Zaczełem płakać. Nie obchodziło mnie to, że jestem chlopakiem. Obok żyletki zobaczyłem kartkę. Przeczytałem napis. Zgniotłem kawałek papieru w pół i rzuciłem na podłogę. Byłem na siebie wściekły. Nie wiedziałem czy Alice żyje. Jeśli ona umrze to i ja razem z nią. Nagle usłyszeliśmy dźwięk karetki i wchodzących po schodach sanitariuszy. Odebrali mi mojego skarba i dali na nosze. Zabandażowali ranę. Ja i Bella wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na Werston St. Tam znajdował się szpital. Wysiedliśmy z samochodu i pobiegliśmy do drzwi. Al była już w środku. Dobiegliśmy do recepcji i zaczeliśmy wypytywać o dziewczynę. Powiedziała nam jedynie, że znajduje się w pokoju nr 28, ale nie jest pewna czy nas wpuszczą. Pobiegliśmy pod dany numer. Gdy się zatrzymaliśmy, doktor zaczął :
- Państwo rodziną.?
- Nie, ja jestem jej przyjaciółką, a to jej chłopak.- Odpowiedziała Bella wskazując przy tym na mnie.
- Co z nią.? - Wyrwałem.
- Niestety.. Jak na razie jest w śpiączce ale nie jesteśmy pewni czy przeżyje. Straciła bardzo dużo krwi. Wszystko teraz zależy od sekund.
- O boże..- Bella rozpłakała się na nowo.
- Mogę ja zobaczyć.? Chociaż na kilka minut. Błagam.
- Ehh.. No dobrze, ale tylko ty i tylko na 10 minut.
- Dziękuję.
Wszedłem do pokoju. Na łóżku zastałem Alice. Wyglądała jak śpiąca królewna. Usiadłem obok niej. Wziełem jej bladą, zimną rękę i zaczełem do niej przemawiać.
- Alice.. Kochanie.. Nie zostawiaj mnie. Błagam.. Jesteś całym moim życiem. Nie poradzę sobie tu bez ciebie. Alice, wiem że mnie słyszysz. Zayn wszystko zmyślił. Ta dziewczyna, ona jest jego koleżanką. Wykręcił mi numer. Nie wiedzieli, że będziesz chciała się zabić. Naprawdę. Wyprowadził się do Amber. Nigdy już go nie będzie. Pamiętasz nasz pocałunek w deszczu.? Pamiętasz..?
Miałem wrażenie jakbym mówił sam do siebie. Czułem, ze to nie ma sensu. Ale nie przestawałem się do niej odzywać. Spojrzałem na ekran, gdzie widoczne było praca jej serca. Nagle usłyszałem ciągły, głośny dźwięk. Odeszła.
__________________________________________________
Jakby co to nie chcę obrażać Zayna za to, że jest Muzułmninem.
Gdy tylko dowiedziałem się o tym, co Zayn wymyślił zbiegłem na dół po schodach. Nie mogłem uwierzyć w to, że nadal zazdrościł mi Alice. Stał tyłem i rozmawiał z Amber. Amber to jego dziewczyna. Obydwoje zawsze coś knują i wszystko niszczą. Podbiegłem do niego i popchnąłem na stół.
- Czego ty jeszcze chcesz, co.?- Zaczełem dość głośno.
- Niczego.- Uśmiechnął się do mnie.
- Co jej zrobiłeś.?! Co zrobiłeś Al.?!
- Ja, nic. Nie dotknąłem jej nawet. Dalej trzymam się zakazu.
- To czemu zabrałeś mi mój telefon i gadałeś z nią.?
- Była tu. Powiedziałem, że ma już nigdy tu nie przychodzić.
- Co.?!
- No co mi zrobisz.? Hahhaha.
- Gadaj.!
- Okej, okej.- Puścił mi oczko.- Amber zabrała telefon Belli i zadzwoniła do tej s*ki. Ja zabrałem twój, również do niej dzwoniąć. A no i jak już wiesz przylazła tu.
Słuchałem opowieści Zayna. Chciałem na niego wskoczyć i wydrapać mu oczy. Nagle dowiedziałem się, że Amber ponoć byla ze mną w łóżku. Nie wytrzymałem, rzuciłem się na Muzułmanina. Zaczełem go szarpać, drapać wszystko co przyszło mi na myśl. Odciągnął mnie od niego Liam. Zayn leżał skulony. I dobrze mu tak. Nagle zadzwoni domowy.
- Halo.
- Harry.! Harry.! - Usłyszałem głos Belli.
- Co się stało.?
- Alice.. Ona.. Ona.. Ona chyba nie żyje.
- Że jak.?! Gdzie jesteś.?
- Pod jej domem. Zamkneła się. Amber wyrwała mi komórkę, i zadzwonila do niej. Szybko, błagam pomóż mi.
- Biegnę.!
Wziełem mój płaszcz i buty. Wybiegłem przed dom. Lało jak z cebra. Wsiadłem w auto i pojechałem do domu Al. Gdy dojechałem, widziałem Bellę klęczącą na schodach koło drzwi domu mojej dziewczyny. Wyskoczyłem z auta i podbiegłem do Belli. Pomoglem jej wstać. Opowiedziała mi szybko co się stało.
- Musimy wywarzyć drzwi.
- Dobra.. Ale.. szybko..- Rozpłakała sie na nowo.
- Na raz dwa, trzy pchamy.- Powiedziałem stanowczo.- Miej przy sobie komórkę, jakbyś miała dzwonić na karetkę.
Policzyłem do trzech i razem z Bellą zaczeliśmy pchać drzwi. Udało nam się. Wbiegłem pierwszy i odrazu zaczełem wołać Alice. Była moim całym życiem. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś jej się stało. Rozglądałem się po całym mieszkaniu, jednak nikt nie odpowiadał. Pobiegłem na górę. Sprawdziłem w pokoju, następnie skierowałem się ku drzwiom od łazienki. Otworzyłem je, i zajrzałem do środka. Był tam. Leżała w wannie cała zakrwawiona. Zawołałem Bellę, zeby szybko dzwoniła po karetkę. Miała nieobecny wzrok. Jednakże zadzwoniła i powiedziała mi że pogotowie przjedzie z 5 minut. Podbiegłem do Al. Wskoczyłem do wody i wziełem ją na ręce. Zaczełem płakać. Nie obchodziło mnie to, że jestem chlopakiem. Obok żyletki zobaczyłem kartkę. Przeczytałem napis. Zgniotłem kawałek papieru w pół i rzuciłem na podłogę. Byłem na siebie wściekły. Nie wiedziałem czy Alice żyje. Jeśli ona umrze to i ja razem z nią. Nagle usłyszeliśmy dźwięk karetki i wchodzących po schodach sanitariuszy. Odebrali mi mojego skarba i dali na nosze. Zabandażowali ranę. Ja i Bella wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na Werston St. Tam znajdował się szpital. Wysiedliśmy z samochodu i pobiegliśmy do drzwi. Al była już w środku. Dobiegliśmy do recepcji i zaczeliśmy wypytywać o dziewczynę. Powiedziała nam jedynie, że znajduje się w pokoju nr 28, ale nie jest pewna czy nas wpuszczą. Pobiegliśmy pod dany numer. Gdy się zatrzymaliśmy, doktor zaczął :
- Państwo rodziną.?
- Nie, ja jestem jej przyjaciółką, a to jej chłopak.- Odpowiedziała Bella wskazując przy tym na mnie.
- Co z nią.? - Wyrwałem.
- Niestety.. Jak na razie jest w śpiączce ale nie jesteśmy pewni czy przeżyje. Straciła bardzo dużo krwi. Wszystko teraz zależy od sekund.
- O boże..- Bella rozpłakała się na nowo.
- Mogę ja zobaczyć.? Chociaż na kilka minut. Błagam.
- Ehh.. No dobrze, ale tylko ty i tylko na 10 minut.
- Dziękuję.
Wszedłem do pokoju. Na łóżku zastałem Alice. Wyglądała jak śpiąca królewna. Usiadłem obok niej. Wziełem jej bladą, zimną rękę i zaczełem do niej przemawiać.
- Alice.. Kochanie.. Nie zostawiaj mnie. Błagam.. Jesteś całym moim życiem. Nie poradzę sobie tu bez ciebie. Alice, wiem że mnie słyszysz. Zayn wszystko zmyślił. Ta dziewczyna, ona jest jego koleżanką. Wykręcił mi numer. Nie wiedzieli, że będziesz chciała się zabić. Naprawdę. Wyprowadził się do Amber. Nigdy już go nie będzie. Pamiętasz nasz pocałunek w deszczu.? Pamiętasz..?
Miałem wrażenie jakbym mówił sam do siebie. Czułem, ze to nie ma sensu. Ale nie przestawałem się do niej odzywać. Spojrzałem na ekran, gdzie widoczne było praca jej serca. Nagle usłyszałem ciągły, głośny dźwięk. Odeszła.
__________________________________________________
Jakby co to nie chcę obrażać Zayna za to, że jest Muzułmninem.
Tagi:
8.
11.02.2012 o godz. 23:30



Ładnie Piszesz, Pozdrawiam.
Czekam na NN !
Zapraszam do mnie .
zaynlove.blogspot.com/
Super rozdział.