One Direction.♥

Wszyscy tacy sami, poskładani pół na pół, ze złości i obojętności..

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Witam cię mój drogi pamiętniku. Pamiętasz mnie jeszcze? Tak to ja Alice. Zaniedbałam cię trochę, z resztą jak zawsze od kiedy skończyłam 16 lat. Prowadzę cię już aż 6 lat a ty dalej ze mną jesteś i mnie nie opuściłeś. W moim życiu nastąpiło wiele zmian. Właśnie siedzę w moim mieszkaniu w Paryżu. Przez ostatni miesiąc byłam w szpitalu psychiatrycznym. Wyobrażasz to sobie? Ja, 18-latka w szpitalu dla umysłowo chorych. Nigdy bym nie przypuszczała, że tam wyląduję. Obok mnie właśnie siedzi Harry. Kocham go, on chyba mnie też. Wrócił do mnie. Wrócił odrazu na drugo dzień, wtedy gdy próbowałam wtórnie odebrac sobie życie. Już wiem że to najcenniejszy dar od Boga i nie wiem jak można go sobie odebrać. Byłam głupia teraz już rozumiem. Pewnie jesteś zdziwniony, że Harry siedzi obok mnie jeżeli tu są moje wszystkie tajemnice a ty jesteś moim sekretem. Tak, pozwoliłam mu ciebie całego przeczytać. Nie mamy przed sobą tajemnic-tak ustaliliśmy. Jesteśmy razem to się liczy. Ufam mu bezgranicznie, ocalił mnie przecież nie raz i nadal tu ze mną jest. Czuję jego obecność. Zawsze był, jest i będzie. Już wiem, że nigdy się na nim nie zawiodę. Jednak jest coś, co pewnie cię zmartwi. Dwie sprawy. Jedna to to, że Hazza odszedł z One Direction. Nie chce robić żadnej solowej kariery, zostać aktorem, komikiem, kominiarzem czy magikiem jak wycztałam w czasopiśmie "Cosmopolitan". Ci ludzie nie mają pojęcia co piszą. Bzdury wyssane z palca, cyba że tak. Ale nie musisz się martwić, za tydzień jedziemy na urlop do Nowego Jorku. Spędzimy tam całe 2 tygodnie i wreszcie odpoczniemy od całego stresu. Drugą rzeczą jest śmierć pani Elizabeth. Mówiłam ci już kiedyś że byłą bardzo blada i ledwo co umiała się ruszać z miejca. Niestety było to coś związanego z macicą. Miała dośc poważną operację której nie przeżyła. 3 dni temu był jej pogrzeb. Przepłakałam całą noc. Przychodziłam do niej z każdym problemem. Miała być ze mną do końca. Do mojego końca. Jestem smutna, że nie byłam z nią w chwili gdy najbardziej mnie potrzebowała. Opuściłam ją. Tak po prostu, z własnej głupoty. Nigdy sobie tego nie wybacze. Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków; miłość, nienawiść, odwagę, strach, ból, radość, zawstydzenie, żal... Te wilki potrafią nieźle namieszać w naszym życiu. Pogryźć coś. Coś innego całkowicie zjeść. Łasić się i nastawiać brzuszki do głaskania najmniej odpowiednim osobom. Trochę kiepska sprawa z tymi wilkami, ale przecież przeżyją tylko te, które nakarmisz.Potrzebuję teraz osób, które będą czymś, co będzie mi przypominało, żeby nie krwawić. I że jestem tylko człowiekiem. Takich, które swoją osobowością będą dla mnie szwami i bandażami. Wodą utlenioną i Ibupromem. Kołem ratunkowym. Niektóre wydarzenia sprawiają, że tracę wiarę w siebie. Na czole pojawia się niedobór magnezu, policzki przestają być rumiane, najlepsza piosenka wieje kiczem. Zamykam się wtedy najczęściej w łazience. Odkręcam wodę i tępo patrzę w zalatujący chlorem wir. Pralka przypomina trochę moją głowę. Moje dwa tysiące durnych pomysłów, dwa tysiące chwil smutku, dwa tysiące banalnych gestów czułości, które tak dobrze pamiętam."
Wtuliłąm się w ramie Harrego. Tak bardzo lubiłam jego ciepłą, gładką i doskonałą skórę. Czułam się przy nim bezpiecznie. Niekiedy poczułam się jak dziewczyna na balu, która zostałą wybrana królową a jej królweicz czekał tam na nią od wieków. Była to scena na któej wszyscy ich zobaczyli. Brawa nie ustawały, okrzyki nie milkły. To tak wyobrażałam sobie moją przyszłość.
- Coś nie tak?- Zapytał.
- Wszystko w posządku. Po prostu gdy to pisałam wszystkie myśli wróciły.
- To po co w nim piszesz?
- Nie wiem. Mam taką potrzebę. Muszę się komuś wyżalić, on mnie zawsze wysłuchiwał. Wtedy kiedy ojciec mnie uderzył a matka wzruszałą tylko ramonami, wtedy kiedy Bella wyjechała do Londynu, wtedy kiedy byłam sama jak palec, wtedy kiedy bolała mnie głowa, wtedy kiedy trafiłam do psychiatryka i wtedy kiedy ty..
- Ci- Zatknął mi usta palcem- Już nic nie mów. Starczy. Zapomnijmy o tym.
- Przepraszam, staram się.
- Odszedłem z One Diretion.
- Niepotrzebnie. Fanki rozpaczają do dziś.- Zaczęłam się z nim droczyć.- Słyszałam że jedna popełniła samobójstwo, a któraś z kolei nie idzie do szkoły. Dziesiątki dziewczyn stoją nago i strajkują że chcą ciebie spowrotem.
- A ty? Ty jakoś tego nie robisz.
- A czy ja jestem twoją fanką? Ja jestem tylko narzeczoną, nic wielkiego.
- Tylko? Ohoho.
- Tak, tylko. W sumie zaprosiłam tutaj jedną kobietę żeby przeprowadziłą z tobą wywiad a propos tego, że nie chcesz już śpiewać.
- Co?! Przecież mówiłem ze nie chce miec ze sława nic wspólnego.
- Żartuję!
W jednej chwili Harry rzucił się na mnie jak na pożywienie. Ja byłam mięsem a on wygłodniałym tygrysem.
- Chyba wyczuwam tu jakąs karę! - Odparł z uśmieszkiem.
- Jaką karę, ja jestem grzeczna.
- No jasne.
- Uparty jesteś jak osioł wiesz?
- O! Ja jestem osłem? Miarka się przebrała!
- Nie puść!- Nie umiałam powstrzymać się od śmiechu.- Nie gilgocz!
- No dobra- musnął mnie ustami- chyba wiesz jaką karę wymyśliłem dla ciebie tym razem.
- Od dzisiaj możesz mówić na mnie przestępca, bo codziennie będę dostawać kary..
Tagi: 37.
23.05.2012 o godz. 20:36

Hej!

Chciałam tylko napisać, że wróciłam :).
Tagi: powrót
23.05.2012 o godz. 19:55
Siedzę właśnie na balkonie. Myśli samobojcze powróciły dużymi i ciężkimi krokami. Mam ochotę znów podciąć sobie żyły. Wtedy gdy pierwszy raz to zrobiłam czułam ulgę przecinając sobie powierzchnię mojego nadgarstka. Może czas alby to uczucie na nowo pojawiło się w moim życiu. Nie lubię, kiedy wspomnienia rzucają mi się na szyję. Nie lubię płakać, kiedy widzę Twoje zdjęcia. Nie lubię w sobie tego całego sentymentu, który owe łzy mi wyciska. Nie lubię, kiedy palcami dotykam Cię tylko na tym monitorze, bo inaczej już nie mogę.ie wiesz co czułam tamtego dnia. Nie wiesz co myślałam. Nie wiesz jaki ból mi zadałeś. Nic nie wiesz. A jednak uważałeś że wiesz najlepiej. Zostawiłeś po sobie ogromny, bolesny ślad. Ranę, której nie mogę wyleczyć. Choć czasem mam wrażenie, że już się goi, za każdym razem gdy coś mi Ciebie przypomni ona znów się otwiera. Kładę się na łóżku, patrzę w ścianę i widzę Ciebie. Ty już zapomniałeś. Nie pamiętasz, że jesteś cząstką mnie. I tak chcę Cię znienawidzić, i nie umiem tego zrobić. Wiatr rozwiewał moje kosmyki włosów leciutko na wietrze. Już podjęłam decyzję i nikt nie zawaha się mi jej zmienić. Zmiany następują bardzo szybko jednak ludzie potrafią być brutalnie jedneg i tego samego zdania do końca swoich dni. Mój koniec zbliżał się bardzo szybko. Cichutko i skromnie lecz szybkim krokiem.
Poszłam do łazienki, z dolnej szafki pod lustrem wyjęłam moją kosmetyczkę. Otworzyłam ją delikatnie uchylając wieko.
- Jednak dalej tu jesteś...- Powiedziałam do siebie szeptem.
Wyjęłam lekkim ruchem żyletkę. I tak wiem, że już nigdy tu nie wróci a jego noga nie postanie w tym mieszkaniu już nigdy więcej. Tak, to jest moja wina. Ja go wygoniłam. Nie mam zdania na temat czy zrobiłam dobrze czy źle. Nigdy nie pójdzie po mojej myśli nawet kalbym zrobiła wszystko odwrotnie. Wszystkiemu na przekór. Zawsze będzie sekunda szczęścia i godzina bólu. Zawsze. Nie ma wyjątków.
Bycie dobrym człowiekiem nie oznacza, że od życia dostajesz coś więcej. Zastanawialiście się kiedyś może, czy półroczne dziecko które umiera w szpitalu i ani razu nie było w domu coś zrobło złego? Zawiniło w jakikolwiek sposób. To nie jego wybór, czy się urodzi czy nie. Ma ono jakikolwiek wpływ na to czy będzie zdrowe czy nie? Zadjesz sobie teraz pytanie, czemu akurat dziecko. Ja też nie wiem, nikt tego nie wie. Tak już jest. Możliwe jest też to, że z wielkim bólem serca odłączasz malutką dzecinę żeby się nie męczyło. Dla Matki tego dziecka minutę tą czy w tamtą ma wielkie znaczenie. Zastanawialiście się jakie to uczucie trzymać na rękach nieżywe dziecko? Albo przynajmniej widzieć taki widok.
Wiele pytań, brak jakiejkolwiek odpowiedzi.
Czyżby żyletka była moją jedyną przyjaciółką? Możliwe i to nawet bardzo. Z Gabi nie widziałam sie aż 4 miesiące, choć jest moją prawdziwą siostrą znałam ją może tydzień. Zamierzała rozpocząć nowe życie w Chicago. Bella. Z Bellą nie utrzymuję kontaktów. Coś między nami pękło. Nigdy już nie było tak jak kiedyś. Gdy wyjechała do Londynu wszystko się zmieniło. Ona poznała tam nowe koleżanki, zmieniła się w paniusię. Kiedyś chdziłyśmy razem za rękę do piaskownicy, nie zważałyśmy na to czy mamy piasek w butach ;ub czy jesteśmy brudne gdziekolwiek indziej niż na buzi. Babki z pisaku, zabawa w dom. To było jakby magia. Teraz wszystko straciło swój urok. Z tą Bellą się zaprzyjaźniłam, nie z lalusią która uważa na każdy tips żeby jej przypaskiem nie odlecial, gdy przybijemy sobie piątkę na powitanie.
Wzięłam żyletkę w ręke, dostknęłam jej leciutko opuszkiem palca. Skaleczyłam się pierwszy raz. Tak, ti byo to uczucie. Rozpoznałam je odrazu. Jakby wszystkie problemy wypływały z ciebie za jednym zamachem. Włączyłam na telefonie, koncert pianistyczny. Był piękny. Zacisnęłam mocniej palce na ostrym narzędziu. To teraz. Teraz jestem gotowa. Gotowa by być szczęśliwą. Dokładnie jak za pierwszym razem wykonałam jeden delikatny ruch...

______________________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki ale może to przez to że są same opisy. Wybaczcie.♥
Gabi- Skype ; )
Ty.!
Tagi: 36.
19.04.2012 o godz. 22:25
Wstałam jak zawsze o tej samej godzinie, czyli tak o 8.00. Usiadłąm na miękkim białym łóżku i wsłuchałam się w piękne i leciutkie głosy ptaków. Były jak poezja. Gdyby się głębiej wsłuchać ujrzałoby się tam całą historię ich życia. Sa tak jak my. Uczą się na błędach, coś im nie wychodzi, miewają wzloty i upadki. Nie są doskonałe, ale każdy je kocha niezależnie od tego czy są piękne czy nie. Nieważne, moim zdaniem ich wnęrze jest idealne. Założyłam na nogi milutkie białe kapcie i tanecznym krokiem zaczęłam kierować się ku drzwiom. Otworzyam je z wdziękiem i poszłam zobaczyć czy Zayn już wstał. Został u nas na noc i przespał się w salonie. Dzisiaj już wraca do Londynu. Trochę szkoda. Brakowało mi go takim jakim jest. W końcu One Direction jest w komplecie. Szłam korytarzem i wyjrzałam zza ściany do kuchni. Na sam widok który ujrzałam uśmiechnęłam się od ucha do ucha. W miejscu gdzie stał blat znajdował się Harry. Miał na sobie biały fartcuh i białą czapkę jak ci kucharze. Pod nosem miał doklejone czarne wąsy. W ręcę trzymał połyskującą patelnię i właśnie obracał na niej naleśniki. Zayn stał tuż obok niego. Wydawało mi się, że robił kawę. Ubraną miał czarną kamizelkę a pod nią koszulkę w biało-czerwone paski na głowie widniał mu czarny beret. Wyglądał jak rasowy Francuz muszę przyznać. W końcu doszłam do samej kuchni i usiadłam na krześle naprzeciwko nich.
- Witam moją słodką królewnę. - Przywitał mnie głos Harrego. Za chwilę był już nachylony by się pocałować na powitanie. Szczezre to nie miałam nic przeciwko.
- Cześć Alice. - Uśmiechnął się Zayn.
- Witam was nienajomi. Co wy robicie w mojej kuchni? - Zaśmiałam się.
- Przygotowujemy specjalną francuską potrawę dla pani domu.
- Jasne jasne. A wy umiecie coś po francusku powiedzieć?
- Je t'aime. - Powiedzieli równocześnie.
- Tak wiem, że mnie kochacie.
- Oj, nie drocz się ze mną bo wieczorem wiesz co będzie. - Pokiwał palcem Hazza.
- E, ja tam nie mam nic przeciwko.
- No zobaczymy.
- Właśnie! A tak w ogóle to musisz już dzisiaj jechać do domu?
- Niestety tak. Zostałbym dłużej ale nie moge.
- Szkoda. Ae odwiedź nas jeszcze kiedyś okej?
- Jasne. - Odpowiedział z otuchą.
- Idę się ubrać. - Skomentowałam i poszłam spowrotem do sypialni.
Weszłam i odetchnęłam z ulgą. Nareszcie wszytko układało się w jakąś sensowną całość. Kawałki rozrzuconych kiedyś puzzli poskładały się w jednolitą całość. Szybko wybrałam jakieś ciuchy (Klik.♥). Jakoś dzisiaj nie chciało mi się stroić. Nie miałam czasu, chciałam jak najdłużej spędzić w takim skłądzie jak dziś. Po powrocie do salonu zjadłam przepyszne naleśniki z dżemem i polewą czekoladową. Okazało się, że nie ma za dużo rzeczy w lodówce, więc to ja musiałam iśc do sklepu. Spojrzałam na nich lodowatym spojrzeniem i poszłam po buty. Wyszłam dzisiaj bez kurtki bo na dworze temperatura sięgała 25 stopni. Było naparwdę gorąco. Skręciłam w uliczkę ze sklepami. Pomyślałam, że dobrze by było gdybym odwiedziłą Elizabeth. Gdy wchodziłąm do jej małego pomieszczenia jak zawsze zabrzęczał skromniutki dzwoneczek. Zaraz po tym ujrzałąm siwiutką głowę staruszki siedzącej za kasą, która czytała jakąś książkę. Widocznie ucieszyłą się na mój widok, gdyż odrazu wstała i podeszła do mnie szybkim krokiem z uśmiechem na twarzy.
- Witaj dziecinko. Siadaj proszę.
- Dzień dobry. Ja dzisiaj wybrałam się również na zakupy spożywcze.
- Bradzo mi z tego powodu miło. Ale coś się stało, może chcesz pogadać?
- Ale o czym? Wszystko jest w jak najlepszym pożądku. - Stwierdziłam.
- A to nie jesteś smutna, że ten twój chłopak wyjeżdża?
- Nie, niestety musi. Nc na to nie poradzę - Właśnie w tym momencie przypomniło mi się, że za niedługo Zayna już nie będzie. - Ale obiecał, że za niedługo znów tu będzie.
- O, to dobrze. Wtedy ty też będziesz szczęśliwa.
- No racja.
- O boziu.
- Stało się coś? Źle się pani czuje?
- Nie, nie - zaśmiała się staruszka - Już 12.00. Ale ten czas leci.
- Nieprawdaż?
- Mój koniec jest już bliski. Dlatego nie lubię wstawać rano. Już wtedy uśmiadamiam sobie, że dzień już się zaczął. Sekundy lecą i jest coraz mniej czasu by żyć. Po prostu.
- Elizabeth, jesteś chora?
- Nie, jakoś tak kaszel mnie mocny ostatnio złapał, ale to nic poważnego.
- To dobrze. I nawet tak nie mów. Chcę robić u ciebie zakupy do końca życia rozumiesz?
- Oj kochana, wątpię.
Lekko się uśmiechnęłam i zabrałam się za robieniem zakupów. Za jakieś 5 minut miałam już wszystkie potrzebne rzeczy do obiadu. Pożegnałam się z Elizą i w pośpiechu wychodząc usłyszałam jedynie ".. za Harrym!".
Nie wiem co to miało znaczyć, lecz nie miałam już zbytnio czasu. Skręciłam w moją alejkę i weszłam do domu. Ściągnęłam buty i skierowałam się wgłąb mieszkania. Postawiłam zakupy na stole i zaczęłąm je wypakowywać. Kątem oka dostrzegłam Zayna i Harrego którzy byli na balkonie. Widać, że pouszyli jakiś ciężki temat. Nie miałam zamiaru im przeszkadzać. Jednak oni weszli sami. Zayn widocznie poszedł po torbę i podszedł do mnie.
- No to będe tęsknić Al.
- To już? Kurde... Szybko to minęło.
- Wiem, myślę dokładnie tak samo.
- No to pa, do następnego razu. - Uściskaliśmy się mocno i pocałowaliśmy się w policzek.
- No to co Harry idziemy? - Zapytał Zayn.
- O, odwozisz go na lotnisko? - Spytałam mile zaskoczona.
- To Alice nic nie wie?
- O czym Harry? - Zmarszczyłam brwi.
- No przecież mamy trasę koncertową, która zaczyna się jutro. Trwa ona rok.
- Że co..?
- Ja.. Ja.. nie chcialem ci mówić, żebyś nie była smutna Al. - Chciał dotknąć mojego policzka, ale odepchnęłam jego ręke.
- Masz jechać na rok w trasę i nie miałeś zamiaru mi o tym wspomnieć? Cudownie.
- Muszę..
- Nie musisz.
- Muszę.
- A nasz ślub, co z nim? Mieliśmy go brać za miesiąc!
- Przełożymy, miłość nie ucieknie.
- Ale ty widocznie tak!
- Alice..
- Nie przerywaj mi. Myślałam, że ślub znaczy dla ciebie coś więcej niż kartka papieru. Sądziłąm, że tak nazywamy pojęcie wspierania siebie nawzajem, pomagania sobie, wzajemna ufność okazywania, uczuć!
- Bo tak jest.
- Nie, nie jest. - Zaprzeczyłam - I nigdy dla ciebie taki nie będzie. Jeśli nie chcesz mieć mnie za żonę mogłeś powiedzieć.
- Chcę!
- Chcesz ale nie masz zamiaru się ze mną ożenić. Wstydzisz się mieć żonę jako normalną dziewczynę? Jak chcesz stanę się gwiazdą. Nie wyleczę się z tej miłości. Zabrałeś mi światło, chęć życia, pewność siebie. Moje dni są teraz puste, moje życie się skończyło. Udaję, że żyję. Udaję, że się śmieję, że słucham, że odpowiadam na pytania. Każdego dnia czekam na znak, na gest. Żebyś wyzwolił mnie z tego ciemnego lochu, w którym mnie zostawiłeś, i żebyś mi powiedział, dlaczego to zrobiłeś.
- Ale musze..
-Precz mi z oczu. Nie chcę cię już nigdy więcej widzieć. Wyjeżdząj natychmiat i nie wracja. Nigdy.
- Ale.
- Nie ma żadnego ale, idź już. - Łzy cisnęły mi sie od oczu.
W jednej chwili zawrócił krok i wziął torbę. Ubrał buty i wyszedł. Zamknął po cichutku drzwi. Zniknął. Na zawsze. Po prostu zniknął.

"Były i dobre dni, kiedy chodziła zatopiona w snach na jawie, z uśmiechem na ustach, przyłapywała się na chichotaniu, gdy szła ulicą i kiedy nagle przypomniał jej się jakiś wspólny żart. Potem znów nadchodził czas, gdy wpadała w głęboką depresję, aż wreszcie odnajdywała w sobie tyle siły, by ją pokonać na kilka następnych dni. Tyle że najmniejszy drobiazg doprowadził ją ponownie do łez. To był męczący proces i najczęściej dawała za wygraną."
Tagi: 35.
17.04.2012 o godz. 20:58
Spoglądałam na niego zza ściany. Bałam się do niego podejść, byłam pewna że chciał by mi coś zrobić. Z resztą, kiedyś nadarzyła się taka okazja. Moje myśli plątały się właśnie w labiryncie zaistniałych wcześniej zdarzeń. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Po co miałby się tu zjawić i skąd miał mój adres z Paryża. Mimowolnie przestałam się kryć i wyszłam na środek salonu. Złożyłam ręce na piersi i zaczęłam mu się przyglądać. Nic się w nim nie zmieniło od tamtego czasu. Dalej miał czarne zadbane włosy, kuszącą karnację i zabójcze brązowe oczy. Popatrzyłam się prosto na niego i zaczęłam.
- Zayn, skąd się tu wziąłeś.?
- Prosto z Londynu.
- Przestań bawić się w te swoje gierki i gadaj czego chcesz - Odpyskowałam mu.
- Tak naprawdę to chciałem was a w szczególności ciebie przeprosić. To nie miało zostać tak rozegrane. Wiem, że zniszczyłem wam życie. Nawet nie musisz zaprzeczać. Słyszałem o samolocie z Darcy - gdy wymówił to imię zakuło mnie w sercu - Specjalnie pojechałem tam z Bellą by dowiedzieć się czy był to ten samolot. I muszę Ci powiedzieć że to nie był ten samolot. Darcy jest szczęśliwa i zdrowa w USA. Dlatego chciałem..
Przerwało mu wsadzanie klucza do drzwi. Słyszałam jak ktoś je przekręca i wchodzi do środka. Zgadłam, że był to Harry. Wzięłam nogi za pas i pobiegłam mu powiedzieć o dobrej nowinie. Byłam taka szczęśliwa jak jeszcze nigdy w życiu. kamień spadł mi z serca.
- Harry.! Darcy żyje, rozumiesz? Żyje.!
- Co.? To wspaniale.!
Rzuciliśmy się sobie w ramiona. Nigdy nie ścisnęłam go aż tak mocno. Ale znienacka ogarnia mnie żal i przetacza się przeze mnie jak tsunami. Poddaję się rozpaczy, bo nic innego nie mogę zrobić, rozmiar mojej straty wręcz mnie przeraża. Smutek przeniósł mnie w inny świat, gdzie samodyscyplina i sukcesy w ogóle się nie liczą. Kiedyś ja byłam tą niosącą nadzieję i otuchę. Teraz nie potrafię przetrwać jednego dnia bez życzliwości innych ludzi.
- Alice, coś się stało.? - chyba zauważył moją zdezorientowaną minę.
- Znaczy powiem tak, mamy gościa i siedzi w salonie.
- Kto to.?
- Sam zobacz. - Harry podszedł bliżej i nie uwierzył własnym oczom.
- Zayn co ty tu robisz.?- Spytał zdziwiony.
- A siedzę. - uśmiechnął się od ucha do ucha. - Ale tak na serio to chciałem was serdecznie przeprosić za przeszłość. Za wszystko co się zdarzyło, to nie powinno mieć miejsca w tym scenariuszu życia.
- Ale co cię skłoniło by tu przyjechać.?
- Po prostu, przemyślałem sobie kilka spraw. Nawet dużo. Zrobiło mi się smutno myśląc, że nie zawitam na waszym ślubie gdy inni z naszej paczki będą składać wam życzenia. Zapytacie czym są wspomnienia.? Każde z nich, te większe, jak i te mniejsze, mają swój kolor, smak, zapach. Niektóre delikatnie spływają na dno duszy, a inne zarysowują się w niej zapamiętale, nie pytając nas o zdanie. Tak to już jest.
Po tych słowach nastała chwila milczenia. Spojrzałam na Harrego, myśląc że odczytam wszystko z jego twarzy to co o tym wszystkim myśli. On tylko lekko szturchnął mnie w ramie i leciutko popchnął w stronę chłopaka. Nie wiedziałam co to miało znaczyć, nigdy nie ustalaliśmy jakiś szczególnych znaków. Cokolwiek zrobisz, i tak tysiące ludzi przed tobą to już zrobiło. Cokolwiek czujesz, inni czyli to przed tobą, cokolwiek cię spotka, nie będzie to nic nowego. Jeśli więc robisz coś złego, nie martw się, bo inni nie byli lepsi. Wszytko to już ktoś przed tobą przeżywał, czuł, komuś zrobił . Nie przecierasz szlaku, tylko idziesz po szeroko udeptanej drodze.
Nagle uświadomiłam sobie, że w życiu spotkało mnie tak wiele szczęścia. Choćby Hazza. W końcu doszłam do wniosku, że jednak był mężczyzną z krwi i kości, który mnie pokochał, choćby tylko na jedno popołudnie. I w owo popołudnie dał mi wszystko, co gromadził przez całe swoje życie: zmagania, rozterki, uniesienia, trudy i marzenia. Ja również dałam mu siebie bez reszty. Byłam jego towarzyszką, żoną, powierniczką. Przez kilka godzin doświadczyłam wielkiej i głębokiej miłości. A nawet przez cale moje życie. Podeszłam do naszego gościa i stojąc przed nim szepnęłam.
- Zayn, tęskniłam.


Zuważyłam, że jest coraz mniej komentarzy. W sumie szkoda, ale coś wam się nie podoba w moim opowiadaniu.? Jak tak to napiszcie w komentarzach. : )
Tagi: 34.
15.04.2012 o godz. 00:25
"Okej, musze zadzwonic do tego faceta. Może uda mi się na serio zrobić karierę modelki."- Myślałam leżac samotnie w sypialni. Dzień był bardzo spokojny, nic nowego się nie zdażyło od wczorajszego wieczoru. Wiem już, że na Harry mozna polegać. Nie tylko w dobrych ale też i w złych sytuacjach. Miałam ogromną ochotę zatopić sie marzeniami w jakiejśc książce, czy nawet moim pamietniku. Niestety nie miałam ani jednej z wymienionych powyżej rzeczy. Desperacko szukałam w każdej części tego domu i w różnych zakamarkach, ale po pamiętniku ani śladu. Musiałabym pójśc do sklepu za rogiem i kupic nowy zeszyt. Bez pamiętnika nie przeżyje 2 dni. Może nie pisze w nim za często, ale mam świadomośc że jest tuz przy mnie i moge do niego zawsze i o każdej porze sięgnąć. Nagle usłyszałam odgłos tłuczącej sie szklanki i talerza. Wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam na pomoc mojemu narzeczonemu.
- Co się tu dzieje?- Spytałam patrząc na niego.
- Znaczy.. Em.. Ja chciałem tylko ci przynieść śniadanie do łóżka, ale tak jakby mi się nie udało.- Skomentował.
- Ojej, jakie to słodkie, nie musiałeś.
- Musiałem, ale nie zważając na to że jestem cały w jajku i majonezie przytulisz mnie na powitanie.?- Zrobił minę smutnego psiaka. Jak miałam mu odmówić.
- Pięknie pachniesz, czyżby nowe perfumy Haroldzie.?- Powiedziałam z ironią.
- A wiesz, mogę ci takie załatwić, są na prawdę tanie.- Uśmiechnął się zadziornie.
Niestety, nie zdążyłam kiwnąć walcem a już byłam cała w majonezie, bitej śmietanie, jajku i Bóg wie w czym jeszcze. Było idealnie, znów czułam sie tak jakbyśmy się dopiero poznali.
- Ej wiesz co.?
- Co.?
- Idę zsie umyć a potem zadzwonię do tego redaktora Vouge. Okej.?
- ohoho, moja mała myszka będzie modelka co.?
- To nie jest pewne.- Puściłam mu oczko i poszłam do łazienki.
Wykąpałam się w ciepłej wodzie i natapirowałam lekko włosy. Ubralam się bardziej elegancko, ponieważ chciałam jak najlepiej wypaść (Klik.♥ ). Wyszłam z łazienki i podeszłam po komórke, wykręciłam numer taki jaki był podany na wizytówce. Po dwoch sygnałach ktoś odebrał.
- Słucham.?
- Dzień dobry, z tej strony Alice White, Był u mnie pana współpracownik i dał mi wizytówkę, kazał mi do pana zadzwonić i umówić się na spotkanie.
- Ah, Alice. Zupełnie zapomniałem, że miałas dzwonić. Wybacz. Możemy umówić sie o godzinie 15 w kafejce "Black coffe", co ty na to.?
- Dobrze, będe o tek godzinie.
- Dobrze, do zobaczenia.
Spojrzałam na zegarek. Wybiła 14.45. Trzeba było się zwijać. Ubrałam szpilki, płaszczyk, pożegnałam się z Harrym i wyszłam. Szłam jakieś 5 minut, aż w końcu doszłam do miejsca gdzie miałam się spotkac z niejakim prezesem Vouge. Zajęłam pierwszy lepszy stolik i zaczęłam czekać na mężczyznę. W czasie oczekiwania przyglądałam się temu miejscu. Ściany iały kolor brązowy, a przecinały je na pół małe ziarnka kawy, które były ułożone w lini. Na suficie wisiały starodawne lampy w kolorze kawy z mlekiem. W prawym rogu znajdował sie malutki barek za ktorym stały dwie kelnerki. Miały na sobie czarne spodnie i białe koszule a na nich plakietki z imieniem. Po lewej natomiast stronie znajdowały się piękne i różnorodne kwiaty. W reszcie pomieszczenia stały stoliki z białymi obrusami. Na stole leżały obrazki z różnymi kawami, karty i mały storczyk. W całej sali unosił sie inspirujący zapach parzonej kawy. Z rozmysleń wyrwała mnie kelnerka.
- Podać coś.?
- Poproszę capucino.- Odpowiedziałam nieśmiało.
- Dobrze.
Spojrzałam na zegarek. Było dokładnie 15 minut po umówionym czasie. Jeśli nie zjawi się do pół godziny zmywam się stąd.

***


Jestem drzewem. Drzewem zdrewniałym, drzewem, które rodzi nagie nasiona, nasiona pozbawione zalążni, byłam rośliną nagozalążkową. Prawdopodobnie jakąś sosną, może cedrem. Szkoda, bo moim ulubionym drzewem jest Drzewo Płaczącego Uczonego. W każdym razie, z pewnością nie mogłabym być jakimś kwitnącym drzewem, które wabi ptaki i owady, aby zbierały się na jego gałęziach jak kwiecie. Jestem drzewem, które po prostu tylko egzystuje, zupełnie samo i tylko dla siebie. Jestem starym drzewem, grubym i twardym, a na moich gałęziach tańczą miliony obleśnych insektów. Jeśli na wielkim i wspaniałym drzewie widzisz robaki i poczerniałe końcówki liści, sam pień - choć nietknięty - wydaje ci się parszywy. I dlatego omijasz go szerokim łukiem. Już rozumiecie.? Jestem beznadziejna i do niczego. Nie przyszedł a na samym końcu gdy już wychodziłam dostałam SMSa. "Przepraszam mój kolega się pomylił, nie jesteś tą na którą czekamy. Żegnam."
Kiedy weszłam do domu, chciało mi się płakać, własnie dowiodłam że jestem do dupy. Tego chcieli. Możliwe. Skierowałam się do salonu, chciałam jak najszybciej opowiedziec Harremu co zaszło w kawiarni. Jednak widok osoby w salonie bardzo mnie zaskoczył. Nigdy bym nie pomyślała, że ta osoba się tu znajdzie...
Tagi: 33.
11.04.2012 o godz. 21:28
Czułam wilgoć przedostającą się przez moje ciało. Było to okropne uczucie, które dawało znaki życia co sekundę. Myślałam, że umieram. Nie wiedziałam co się ze mną dokładnie dzieje. Może to jest sen.? Wątpię. Chyba czas otorzyć oczy. Powieki zdawały się niemalże tonowe. Gdy juz zdołałam je unieść tak wysoko, by umieć spojrzeć na świat dopiero to zobaczyłam. Leżałam na ławce okryta jakimś starym śpiworem. Byłam w bluzie. Obok ławki na której sie znajdowałam leżała butelka Whisky. Tuż za nią papierosy. Obiecywałam sobie, że nigdy nie będę palić, lub że nigdy nie będe pijana. Co ja najlepszego zrobiłam. Wstałam, otrzebałam się z ziemi i poszłam wąską drogą w parku na przód. Szłam czując wzrok innych ludzi. Gdy byłam już na promenadzie, chciałam wstapić do sklepiku Elizabeth ale było chyba jeszcze za wcześnie. usiadłam więc na murku i postanowiłam na nią zaczekać. W najmniej oczekiwanym momencie ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłam głowę i zobaczyłam mężczyznę w podeszłym wieku. Nie był on stary, lecz za młody także nie był. Dałabym mu z 50 lat.
- Ymm.. Słucham.?- Spytałam nie wiedząc o co chodzi.
- Witam cię. Moze najpierw się przedstawię. Mam na imie Borys, jestem przedstawicielem marki Vouge. Mój szef zauważył Cię niedaleko i wysłał mnie bym ci zaproponował ofertę pracy.
- Ale jaką.?
- Chodzi o karierę modelki.- Uśmiechnął sie do mnie.
- Ja na miodelke. Chyba pan żartuje. Nie mam do tego figury.
-Alez własnie masz. Prosze tu zostawiam ci wuzytówkę z numerem telefonu mojego pracodawcy. Zadzwoń i umów sie na najbliższy termin.
- Okej. Dowidzenia.
- Cześć.
Wolnym krokiem odszedł gdzies na lewo. Gdy przeglądałam wizytówke znienacka zjawiła się Elizabeth. Weszłam za nią do sklepu i serdecznie sie przywitałam.
- Witaj Elizo.
- Dzieńdobry moja panieneczko, znowu zakupy.?
- Onie, nie, nie. Chciałam pogadać, skorzystac z pani rady.
- Słucham.
-Chodzi o to, że stała się straszna rzecz. na samą myśl o niej robi mi się niedobrze. Samolot którym leciała moja córka chyba sie rozbił. Choc nie wiem czy był to ten sam, którym ona leciała.
- Więc myśl pozytywnie.
- Nie potrafię, jestem realistką.
- Zatem bądź realistką, bycie człowiekiem o realnym poglądzie na świat ma swoje wady i zalety. ja udzieliłam ci już rady.
- Eh, dzięki.
- No cóż moja kochana, czytaj pomiędzy wierszami.
- Przepraszam, muszę już lecieć, zobacz jak późno.!
- Dobrze, dozobaczenia następnym razem.- Puściła oczko w moją stronę.
Skierowałam się ku mojej kamiennicy. Stwierdziłam, ze czas wracac do domu. Gdy przechodziłam obok drzewa stały tam dwie nastoletnie dziewczyny. Usłyszałam kawałek ich rozmowy.
- Ty Karla, zobacz.- Podsunęła jej telefon pod nos.- Harry Styles niby zdradza swoją narzeczoną. Hahahahahha.\-- Nicole co ty gadasz, daj mi to.- Popatrzyła na mały ekranik Iphona.- Ej no rzeczywiście.
Podeszłam do nich bliżej.
- Przepraszam, przez przypadek usłyszłam skrawek waszej rozmowy mogłabym zobaczyć.?
- Jasne nie ma problemu.- jedna z dziewczyn podała mi telefon.
W jednej chwili świat przestał dla mnie istnieć. Jednak to była prawda (Klik.♥). Szybko spisałam adres strony na dłoni, podziękowałam i odeszłam szybkim krokiem. Gdy wchodziłam pk schodach do naszego mieszkania krew mnie zalewała. Z jednej strony chciałam go uduśić, a zdrugiej chciało mi się płakać. Wtargnęłam do domu niczym bandyta i stanęłam naprzeciwko mojego narzeczonego.
- Czyli już znalazłeś sobie inną.? Ja ci już nie wystarczam.?
- Co.? O co ci chodzi.- Spytał z dziwaczną miną.
- Teraz to udajesz niewiniątko. A na zdjęciach pozujesz z jakąś laską.!
- Ja cie nie rozumiem. Czekaj czekaj. Piłaś.?
- A co ci do tego.! Przecież i tak cie już nie obchodze.!- Czułam, że byłam jeszcze pijana.
- Boże, kobieto coś ty z sobą zrobiła. Nawet paliłaś. Co w ciebie wstąpiło.?- Zapytał oszołomiony.
- Chcesz to ci pokaże jak ci na mnie zależy.
Wyciągnełam laptopa i szybko uruchomiłam. Weszłam na stronę podaną na ręcę.
- patrz drazniu, patrz.!
- Przestań.! Zachowujesz sie jak 5-letnie dziecko.! T jest moja fanka. Codziennie robię sobię zdjęcia z milionami takich dziewczyn jak ona. Mam rozumiec, że wierzysz jakimś głupim portalom społecznościowym niż mnie.?
Upadłam na ziemię. Czyli jestem już az tak nisko.? Wspaniale, wreszcie jestem na swoim poziomie. Co ja ze sobą zrobiłam. Poczułam ręke Harrego na moim ramieniu.
- Przepraszam.. Nie wiem co się ze mną dzieje. Na prawdę.
- Spokojnie, razem przez to przebrniemy.

Życzonka.♥

Więc, życze wszystkim szczęśliwych i ciepłych świąt. Smacznego jajka no i drogie panie, mokrego dyngusa.! Chociaz nie przepadam za tym dniem to i tak, warto pobyć troche mokrym. Dobija mnie fakt że ma spaść śnieg. No ale cóż.
Dziekuję bardzo wszystkim którzy mnie czytają, a w szczególności:
black­-love.- Oj Gabi, Gabi.♥
kasia­24209.- Mamuśka ; *
Smiii­ley.
x3kla­udiax­3.
boy-w­ho-mu­rdere­d-lov­e.
morelove.
Imaginations.
Orange.
Lonly1.
Tagi: 32.
08.04.2012 o godz. 19:21
Obudziły mnie promyki słońca przedostające się przez zasłony w oknie. Otworzyłam lekko oczy. Moje ciało dotykało o puszystej, białej pościeli a oczy delektowały się widokiem sypialni. W końcu byłam szczęśliwa. Obróciłam się w stronę Harrego, lecz nie zastałam go na swoim miejscu. Może poszedł się rozejrzeć po mieście. Wstałam i tanecznym krokiem podeszłam do szafy. Wybrałam lekkie kolory, ponieważ tak się dzisiaj czułam (Klik.♥). Po odbyciu porannej toalety wyszłam na balkon i poczułam lekki wiaterek na swojej twarzy. Wróciłam spowrotem do środka. Skierowałam się do kuchni. Jednym ruchem otworzyłam lodówkę, po chwili dopiero się zorientowałam, że mieszkamy tu dopiero od wczoraj. Poszłam do szafki nocnej i wyciągnęłam z niej portfel. Musiałam iść na zakupy. Wzięłąm jakiś kawałek papieru i napisałam na nim: "Idę na zakupy, za niedługo wracam. Kocham cię. Alice.". Ubrałam buty i wyszłam na klatkę schodową. Zeszłam po krętych schodach i znalazłam się na dworze. Skierowałam się ku prawej stronie chodnika. Szłam około 5 minut i znalazłam się na promenadzie. Nie zabrakło tam sklepu spożywczego. Po cichu uchyliłam drzwi i weszłam do środka. Za ladą siedziała starsza pani w sukience w kwiaty. Powoli wstała i powiedziała.
- Czym mogę służyć młodej panience.?
- O, chciałam jakieś produkty na śniadanie.- Odpowiedziałam miło.
- Dobrze, po prawej stronie masz bułki, a tu masz warzywa. Tutaj znajduje się masło a tam serki topione.
- Ale po co mi pani to wszystko mówi.?
- Bo widzę, że jesteś tu nowa.- Uśmiechnęła się.
- Aaaa.. Dobrze to poproszę te wszystkie rzeczy co pani wymieniła.
Starsza pani skasowała zakupy i spakowała je do siatki.
- Ile płacę.?
- Na koszt firmy.
- Pani żartuję.?
- Ja nigdy nie żartuje.- Znów na jej twarzy zagościł uśmiech- Mam na imię Elizabeth. Miło mi poznać.
- A ja mam na imię Alice.
- Piękne imię.
- Dziękuję.
- Gdybyś kiedyś miała jakiś problem, zawsze możesz do mnie przyjść.
- Dziękuję, na pewno kiedyś skorzystam.- Pomachałam jej na dowidzenia.
Na dworze było ciepło, wiał lekki i przyjemny wiatr z południa. Zanim poszłam do domu, zahaczyłam jeszcze o park. Bardzo lubię takie miejsca. Po chwili znajdowałam się już na klatce schodowej. Wzięłam kluczyk i otworzyłam drzwi. Lekko je uchyliłam i usłyszałam coś na dźwięk płaczu. Weszłam do środka i zdjęłam buty. Poszłam do kuchni odstawić zakupy. Zza moich pleców wydobył się cichy głos.
- To nie może być prawda...
- Ale co.?
- Choć zobaczyć..
Na początek szybko zrobiłam kanapki i zjadłam jedną. Potem udałam się za Harrym. Myślałam, że to nic poważnego. Jednak się myliłam. Na ekranie telewizora widziałam palący się samolot. Na żywo zdawała właśnie raport jakaś reporterka.

"Jeszcze nic dokładnie nie wiadomo. Nikt nie zna przyczyn tego tragicznego wypadku. Wiemy tylko, że samolot miał lecieć do Stanów Zjednoczonych. Wszyscy zginęli na miejscu. Niestety jak na razie możemy tylko opłakiwać ofiary lotu 659. Dla TVN mówiła Beata Kolewska."


- O boże..- Odjęło mi mowę.
- Błagam tylko nie to..
- Ale spokojnie Harry, może to jakiś inny lot.- Próbowałam zachować zimną krew.
- Miejmy nadzieję.. Ale jak to oni, to co wtedy.?
- Harry..
- Nie Alice. Mieliśmy się uwolnić od tego co było kiedyś. Niestety przeszłość łapie nas na każdym kroku.- Wziął pilota i wyłączył telewizor. Dosłownie wybiegł na balkon. Musiała pooddychać świeżym powietrzem. Czarne myśli miałam przed oczami. To nie mogli być oni. A może jednak.? Sięgnęłam po swoje MP3. Ubrałam płaszcz i wyszłam na zewnątrz. Wiedziałam gdzie mam się kierować. Po kilkunastu minutach znajdowałam się już pod wieżą Eiffla. Udałam się na sam szczyt. Popatrzyłam na zegarek. Byłą dokładnie 18.55. O tej porze na samej górze było pusto. Usiadłam obok kraty i spojrzałam na Paryż. Miało być tu tak pięknie, a znowu jest tak jak było zawsze. Chociaż chwilę mogłam poczuć, ze jestem szczęśliwa. Wzięłam do rąk mój odtwarzacz i puściłam sobie najpiękniejszą piosenkę wszech czasów.



Naprawdę posłuchaj..
Tagi: 31
31.03.2012 o godz. 21:56
Dlaczego duża część nastolatków jest nieszczęśliwa? Ponieważ się zawiedli. Wielu z nich między czernią i bielą nie znalazło żadnych szarości i dlatego wszystko ułożyło się tak ... Niefortunnie. Wierzyli, że wszystko jest dobre, a świat sprawiedliwy. Że przyjaźń istnieje, a miłość nie rani. I nagle okazuje się, że wszystko nie jest takie piękne - nawet najbliżsi ludzie, w których inwestowali swoje uczucia, nie są tacy, jak być powinni. Wtedy bardzo cierpią, chcąc to wszystko zakończyć. Ja byłam takim przypadkiem. Byłam. Teraz wszystko się zmieni. Mam nadzieję, że na lepsze. Siedząc tak w samolocie lecącym do Paryża patrzyłam w okno i rozmyślałam, od niedawna zdarza mi się to dość często. Patrzyłam na lekkie chmurki unoszące się w powietrzu. Wyglądały jak wata cukrowa. Przypominało mi to dzieciństwo. Jak chodziłam z tatą za rękę upaćkana czekoladą od stóp do głów, jak mnie nic nie obchodziło. Potem biegłam najszybciej jak mogłam do rąk mamy, która ta dawała mi dwa złote na watę cukrową. Nigdy nie zjadałam jej do końca. jednak za każdym razem chciałam ją tak mocno jak poprzednio. Łza spłynęła mi po policzku. Nie chciałam jej zatrzymywać. Puściłam ją wolno. Po chwili na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Kocham to uczucie. Od czasu do czasu człowiek musi się wzruszyć.

*Dźwięk dochodzący z głośników*
Prosimy o zapięcie pasów za chwilę lądujemy.


- To już.- Złapałam Harrego za rękę.
- Za chwilę rozpocznie się nowy etap w naszym życiu.
- Dokładnie.
Po jakiś 15 minutach samolot osiadł na ziemi i wszyscy zaczeli klaskać w dłonie. Ja również do nich dołączyłam. W końcu miałam się z czego cieszyć. Powoli wstałam i wyszłam z samolotu. Poczułam ciepły wiatr, który rozwiewał moje kosmyki włosów. Zeszłam ze schodów podstawionych pod maszynę i wsiadłam do autobusu zawożącego nas do odprawy. "Żegnaj Londyn.."- Pomyślałam ze smutkiem.
W Paryżu.
- Kochanie dojechaliśmy.- Obudził mnie Harry miłym, ciepłym szeptem.
- Troszeczkę się zdrzemnęłam.- Przyznałam.
- Chodź już.- Mrugnął do mnie.
Harry zapłacił mężczyźnie i wysiedliśmy z taksówki. Wzięłam swoje bagaże i stanęłam przed piękną kamiennicą w kolorze różowym. Był to delikatny róż. Weszliśmy po schodach i odczytaliśmy numer mieszkania zapisany na kluczyku. Otworzyliśmy drzwi mieszkania nr 4. Szybkim krokiem udałam się ku środkowi. Było tam jak w niebie.
- O boże, jak tu pięknie.- Odparowałam.
Wszystkie ściany pokrywała śnieżna biel. Na ścianach były umieszczone fototapety, lub specjalne naklejki. W kuchni znajdowały się tam jasno-różowe meble i mały drewniany stolik z wazonem na kwiaty. We wszystkich oknach znajdowały się piękne firanki. W naszej sypialni panował motyw typowo paryski. Była tam umieszczona szaro-czarna tapeta (Klik.♥). Lampy były bardzo klasyczne a łóżko sprawiało wrażenie dużej chmury. W salonie umieszczony był brązowy komplet a obok niego stała duża lampa. Na ścianie zostały umieszczone napisy takie jak "Je t'aime". Podeszłam lekkim krokiem do balkonu i zobaczyłam wieżę Eiffla. Byłam wniebowzięta.
- Harry tu jest cudnie.
- Wiem.- Uśmiechnął się do mnie.
- Witaj Paryż.
- Witaj..
Dotknęłam powoli jego ust, a po chwili znajdowaliśmy się już w sypialni delektując się rozkoszą naszych ciał.
Tagi: 30.
30.03.2012 o godz. 22:20
Siedziałam na dywanie ze zdjęciem Darcy. Miałam zapomnieć, ale się nie da. Zdałam sobie z tego sprawę. Wiecie jak to jest.? Opuszką palca delikatnie suniesz po gładkiej powierzchni fotografii, wyobrażając sobie, że ukochana twarz znajduje się w odległości kilku centymetrów od Ciebie. Ciche westchnienie wymyka Ci się z ust, a serce zaczyna zmieniać tempo swego biegu. Zamykasz oczy, bo pieczenie w kącikach oczu staje się niebezpieczne i nie chcesz zmoczyć policzków. Rozchylone wargi lekko drżą, a pod powiekami jak klatki filmu przewijają się różne sceny, o których nie możesz zapomnieć. Pusto się robi. W głowie w sercu. Zaczyna się robić duszno, a powietrze z każdym oddechem robi się coraz wilgotniejsze i cięższe. Teraz już cała dłoń przylega do zdjęcia i głaszcze je subtelnie. Kolejne obrazy pojawiają się i odciskają po sobie ślady. Całym sobą pragniesz przywrócić utracone chwile do teraźniejszości. Ale nie możesz - zdajesz sobie z tego sprawę doskonale. Wolałabym żeby osoba ,którą kocham wracała do mnie milion razy i milion razy rujnowała mi życie niż żeby nagle odeszła i nigdy nie wróciła. Kiedy tracisz osobę, którą kochasz, praktycznie dopiero wtedy uświadamiasz sobie, jak bardzo jej potrzebujesz. Wspomnienia układają się wtedy w szeregu, przed Twoimi oczami. Przypominając jak było między wami, łzy napływają do oczu. Chcesz zapomnieć, nie potrafisz. Powstrzymujesz łzy, lecz one same wciąż lecą. Miłość nie zniknie, nigdy nie zerdzewieje. Usypia, kładąc się na dnie serca. Czeka, aż ktoś poruszy ją, aby mogła wstać, podnieść głowę do góry i wykrzyczeć: ' kocham! '. Harry przerwał mi moje myśli. Może to i nawet dobrze, byłam w totalnym dołku.
- Co tam oglądasz..?- Spytał szeptem.
- A nic takiego.- Szybkim ruchem schowałam zdjęcie do lewej kieszeni spodni.
- Czyżby to zdjęcie Darcy.?
- Nie..- Skłamałam, by nie miał do mnie pretensji.
- Wiem, że to jej. Nie musisz mnie kałamć. Ja to po prostu wiem.
- Przepraszam..
- Nic się nie stało.- Pocałował mnie w czoło.- Ja też za nią tęsknię.
- Ale jej jest tam lepiej..- Rozkleiłam się
- Alice kochanie nie płacz.
- Dobrze, tylko się wzruszyłam.
- Spokojnie.
- Okej. Dzięki.
Cała przyjemność i radość, które daje miłość, muszą któregoś dnia odbić się cierpieniem. A im mocniej się kocha, tym ból będzie silniejszy. Doświadczysz pustki, potem udręki zazdrości, nieporozumienia, poczucia odrzucenia i niesprawiedliwości. Doznasz chłodu aż w kościach, a krew zamieni się w kostki lodu, które poczujesz pod skórą. Zegar Twojego serca rozpadnie się. Sama zrobiłam go dla Ciebie i doskonale znam granice jego wytrzymałości. Jestem szczęściarą, że go mam.
- Mam dla ciebie niespodziankę.
- Jaką.?- Spytałam zdziwiona.
- Bo pomyślałem, że.. Jak zaczynamy wszystko od początku to trzeba zmienić też miejsce zamieszkania.
- Jak to.? Gdzie.?
- Do Paryża.
- Co.?
- Tak, do Paryża. Tak będzie lepiej. O wszystkim zapomnisz. Tutaj.. To mieszkanie za bardzo przypomina ci Darcy. Zapomnisz o rodzicach i Belli. Poczujesz się jakby był to bardzo długi sen.
- Ja.. Nie potrafię.
- Tylko spróbuj. Będzie wspaniale.
- No dobrze. Dziękuję. Ale nie wierzę, że wyprowadzam się z mojego ulubionego miasta.
- Londyn.?
- Tak. Te czerwone autobusy, budki telefoniczne, Big Ben..
- Taka jest kolej rzeczy. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
- No dobrze. Zacznijmy wszystko od początku.
- Więc witaj na nowo Harry.

_____________________________________________________________
Ten rozdział dedykuję Gabi. To prezent na spóźnione urodziny, ale nie miałam internetu, przepraszam.
Wszystkiego najlpeszego.!

Było warto oszaleć dla tych uszytych z pozłacanej waty sekund.
Tagi: 29.
28.03.2012 o godz. 20:40
Czemu to zawsze ja mam takiego pecha. Może coś mnie prześladuje. Nie mam pojęcia. Niby szczęście jest najbardziej względną sprawą we wszechświecie. Ale chyba do mnie się to nie odnosi. Czuję się jak trup, który zapomniał umrzeć. Tylko przypadek może wyglądać jak wysłannik losu. To, co jest nieuchronne, czego się spodziewamy, co powtarza się codziennie, jest nieme. Tylko przypadek do nas przemawia. Staramy się czytać w nim, jak Cyganki odczytują przyszłość z fusów na dnie filiżanki. Myślisz, że jesteś wyjątkowy. Biczowany za swą dobroć, skulony w kącie człowieczek z oczami pełnymi pięknych łez. Wylewający do rynsztoku swoją krew, by inni mogli się jej napić wraz z brudną wodą. Nie jesteś taki. Jesteś tylko śmieciem, który został wypluty przez świat. Jesteś jak ziele angielskie w zupie. Niby potrzebny, niby wartościowy i smaczny, ale jak przychodzi co do czego, nikt nie ma ochoty cię zjeść. Wolą marchewki, pietruszki, selery, już nie wspominając o największym rarytasie – makaronie. Chciałbyś być taki jak te makarony, co.? Rozchwytywany i zauważalny. Wyniesiony na piedestał, kładziony do talerza jako pierwszy. No, niestety. Świat uczynił cię mało atrakcyjnym dodatkiem do rzeczywistości. Przyzwyczaj się do tego. Zauważyłam, że mam poczucie braku kontroli nad własnym życiem. Silna wola u mnie nie istnieje, przez co czuję się bezsilna i bezradna. Sekrety, milczenie, sztuczny uśmiech pozwalają mi na złudzenie minimalnego panowania nad moim małym światem. Ciężko jest dusić w sobie te wszystkie emocje. I tak wiem, że jestem bardzo słabym, leniwym i złym człowiekiem, ale utrata całkowitej kontroli, mogłaby spowodować brak jakiejkolwiek wiary w lepsze jutro. To mi czasami dodaje troszkę siły. Czasami smutne jest to, Że jesteśmy swego rodzaju zaprogramowanymi przez zewnętrzne czynniki maszynami. Ale wierzę, że kiedyś życie się ułoży. Wszystko będzie dobrze i w końcu los się do mnie uśmiechnie. Zauważyłam również ,że człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. To tak, jakby aktor grał przedstawienie bez żadnej próby. Cóż może być warte życie, jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym.? Dlatego życie zawsze przypomina szkic. Ale nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic jest zawsze zarysem czegoś, przygotowaniem do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, jest szkicem bez obrazu, szkicem do czegoś, czego nie będzie. Nagle ktoś wszedł do celi. Przerwałam myślenie i popatrzyłam się na wejście.
- Witam.
- Dzień dobry.
- Mam dla ciebie małą niespodziankę, ale może najpierw się przedstawię. Jestem Emily Simps. To ja zaadoptowałam twoją córeczkę, Darcy. Ale nie martw się, jak już się wszystko ułoży oddamy ci ją.
- O boże, bardzo pani dziękuję...
- Nie ma za co.- Uśmiechnęła się do mnie.
- A oto niespodzianka.
Do pomieszczenia została wniesiona mała osóbka. Wzięłam ją na ramiona i popatrzyłam w oczy. Były takie piękne. Niczym lazur nieba unoszący się nad brzegiem oceanu. Łza spłynęła mi po policzku. Tak dawno jej nie widziałam.
- I to właśnie nazywa się matczyna więź. Nikt jej nie zastąpi, żadna kobieta, żaden inny człowiek..- Dotknęła mojego kolana.
- Dziękuję.
- Czas odwiedzin już się skończył.- Zza progu wyłonił się oskarżyciel. Miałam go już serdecznie dość. Niszczył każdą miłą chwilę w moim życiu.
- Mam Ci do przekazania dobre wieści.
- Jakie znowu.? Na obiad nie ma ziemniaków i zgniłej ryby. Super..
- Zadziorna jesteś. Ale do rzeczy. Twój obrońca wygrał sprawę. Wychodzisz już dzisiaj. Spakuj swoje manatki i wypat. - Poczochrał mnie po głowie.
- To jakiś cud.!- Byłam taka szczęśliwa. Wreszcie coś zaczęło się układać.
- To my zawieziemy ją do Harrego, twojego męża.- Usłyszałam głos Emily.
- Czekaj.! Pojedźcie tam. Ale muszę z nim zamienić najpierw kilka słów. Dobrze.?
- Dobrze, nie ma sprawy.
Po piętnastu minutach byłam spakowana i gotowa. Wyszłam na świeże powietrze. Promyki słońca muskały leciutko moją twarz, a wiatr poruszał kosmykami moich włosów. To było wspaniałe uczucie. Pod więzieniem stał już Hazza. Musiałam z nim poważnie porozmawiać.
- Kochanie.!- Rzuciłam mu się na ramiona.
- Hej skarbie.- Pocałował mnie w usta.
Wsiedliśmy do samochodu. Zapięłam pas. Nie umiałam wydusić ani jednego słowa na ten temat, który chciałam poruszyć.
- Co z Darcy.?- Zaczęłam.
- Nic, zostaje u nas.
- Wiem, ale pomyślałam.. Pomyślałam, że..
- No co.?- Spytał.
- Nie wiem jak na to zareagujesz, ale chciałam ci powiedzieć, że mam pomysł. Może zostawimy Darcy u państwa Simps. Oni nie mogą mieć dzieci, a Emily to bardzo dobra kobieta. Wiem, że ją strasznie kochasz ja też.. Ale jest opcja że tam będzie jej po prostu lepiej..
Harry nie odezwał się od razu. Musiał to widocznie przemyśleć.
- To jest nawet dobry pomysł, ale ja ją tak bardzo kocham..
- Ja też, lecz chcę dla niej jak najlepiej.
- Ja właśnie też.
- To jak..?
- Zgoda..- Złapał mnie za rękę.
Dojechaliśmy pod dom. Wyszłam z auta i podeszłam do rodziny Simps.
- Mamy dla was informacje.
- Tak.?- Zapytali równocześnie.
Gdy tak na nich patrzyłam zobaczyłam w nich prawdziwą rodzinę. Mama, tata i córka. Obrazek ideału, chociaż z ideału nie powstał. Byłam pewna co do mojej myśli.
- Niech państwo zatrzymają Darcy..
- No co wy.? Nie ma takiej opcji. To wasza córka, ja obiecałam..- Zaczęła Emily.
- Ciii, niech już nic Pani nie mówi. Kochamy ją i razem zdecydowaliśmy, że prawdziwy dom będzie miała u państwa.- Trzymałam rękę Harolda.
- Jak możemy się wam odwdzięczyć.?
- Po prostu dobrze się nią zaopiekujcie.
- Ale my nie możemy. Jutro wylatujemy do stanów..- Powiedział pan Simps.
Zakuło mnie w sercu. Spojrzałam na Harrego. To znaczy, że już nigdy jej nie zobaczymy. Nie dotniemy. Obydwoje kiwneliśmy głową.
- Na prawdę, tam będzie jej lepiej...
- Dziękujemy z całego serca.
- To czas się pożegnać malutka. Jedź i podbijaj świat.- Spojrzałam w malutkie błyszczące oczka Darcy.
- Może jeszcze kiedyś się spotkamy.- Dodał Harry, wiem że cierpiał.
- Musimy już iść.- Oznajmia Emily.
- Żegnaj..- Szepnęłam.
Patrzyłam jak odjeżdżają. Czułam ból. Kochałam ją, zrobiłam to dla niej. Wtuliłam się w płaszcz Hazzy. Po cichu łkając, zamknęłam oczy. Staliśmy tak w objęciu przez 10 minut. W końcu zdobyłam się na odwagę i powiedziałam.
- Czas zacząć wszystko od początku, Harry.
- Wiem.
- Pierwszym krokiem jest ślub. Najpóźniej chcę cię widzieć na ślubnym kobiercu za tydzień.- Spróbowałam go rozbawić.
- To termin ustalony.- Udało mi się.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też słonko.- Pocałował mnie w policzek i razem udaliśmy się ku drzwiom.
______________________________________________________________
Miałam wenę. Jest o wiele dłuższy od pozostałych, mam nadzieję że się spodoba. Chciałam podziękować wszystkim, którzy głosują na mojego bloga w konkursie. Jestem bardzo wdzięczna. Obiecuję, że moje rozdziały będą teraz lepsze.
Tagi: 28.
17.03.2012 o godz. 00:32
Obudziłam się chyba o 3 w nocy. Nie miałam [ewności co do tego czasu, ponieważ zabrali mi komórkę. Było mi zimno i mokro. Nie miałam ani koca, ani żadnego okrycia. Chciało mi się płakać. Ale należało się jej. Nie ważne co mi zrobią, jest o jednego niepotrzebnego człowieka mniej na ziemi. W sumie to oddałam przysługę światu. Powinni mi dziękowac a nie wsadzać do ciemnego pokoju w którym jest chyba z jakieś 5 stopni. Nagle usłyszałam coś w rodzaju stłuczonego wazonu. Zrobiło się jasno, a do celi została wprowadzona dziewczyna. Zdawało mi się, że jest w moim wieku co ja. Po chwili spojrzałam na jej twarz. To była Gabriella. Zdziwiło mnie to, że tez poszła do paki. Usiadłam koło niej i objęłam ramieniem. Czułam, że płakała.
- Jak ty tu trafiłaś.?
- Musiałam go zabić.. Przepraszam cię. Możesz i zabić mnie..
- Ale kogo zabiłaś, co się stało.?
- Twojego ojca. A raczej naszego..- Popatrzyła na mnie.
- Jak to.. naszego.?- Zabrakło mi słów.
- Wiedziałam, że ci nie powiedzą. Tchórze nie mieli odwagi nawet się przyznać do mnie.
- Opowiadaj.
- Jesteśmy bliźniaczkami dwujajowymi. Można powiedzieć, że wyszłysmy przez przypadek. Jak już wiesz, nasza matka była prostytutką a ojczulek pokłócił się z żoną. Dobrze słyszałam co mu wykrzyczałaś prosto w twarz. Nie mogli utrzymac nas dwóch. Nie mieli na to pieniędzy. Całe miasto śmiało się, że stary facet zakochał się w dziwce.- Pokręciła głową.- Musieli jedną z nas oddać do adopcji. Ty zostałas z rodzicami a mnie oddali. Do 13 roku życia siedziałam w domu dziecka, bo nikt nie chciał na mnie nawet zwrócić uwagi. Dopiero potem jakas miła rodzina wzięła mnie pod swoje skrzydła i dziekuję im za te 5 wspaniałych lat. Teraz oni nie żyja i czuję się wolna. Czysta..
- O boże.. Ja mam siostrę.?
- Haha, tak to ja Gabi. Miło mi.- Usmiechnęła się do mnie.
- Mi też. Ale czemu zabiłaś ojca.?
- Bo właśnie chciał oddać Darcy do adopcji..
- Co.?
- Już oddawał p[apiery. Harry walczył o nią strasznie. Nasz tata złamał mu ręke i nos. Nie miałam ci tego mówić. Bella już się nim opiekuje. Nie masz się o co martwić. Jest w szpitalu.
- Dziekuję ci.. Że go zabiłaś..
- Nie ma za co. Sama sobie dziękuję.
I tak przytulone spędziłyśmy jeszcze kilka godzin. Gdy wstało słońce, strażnik przyszedł po mnie bo ktoś przyszedł na odwiedziny. Podeszłam do stolika a na krześle dojrzałam Hazze. Szybkim krokiem doszałm do niego i rzuciałm się mu na szyję. Niestety policjant odciągnął mnie do niego. Nie mogłam protestować. Ku mojemu zdziwieniu za nim stał oskarżyciel.
- Słucham.? Czego pan tu jeszcze chce.?
- Chicałem abyście to oboje usłyszeli.
- Tak.?- Powiedzieliśmy razem.
- Bardzo mi przykro ale Darcy znajduje się już w rodzinie zastępczej..
Tagi: 27.
12.03.2012 o godz. 22:03
Zrobiłam to. Wbiłam jej nóż prosto w serce. W końcu poczułam ulgę, jakiej nigdy dotąd nie zastałam. Krew wypływała powoli z jej ciała. Delektowałam się tym. Zobaczyłam jak powoli osuwa się na ziemię z Darcy. Szybko zabrałam jej małą osóbkę i wybiegłam do przedpokoju. Spojrzałam ostatni raz na jej twarz i szybkim krokiem wyszłam na ulicę. Skierowałam się ku Lover St. Do Belli. Musiałam szybko zniknąć z Londynu, albo policja mnie znajdzie. Zdawałam sobie z tego sprawę, gdy zabiłam swoją matkę. Wbiegłam do jej domu i zobaczyłam Harrego. Jednak Bel była pociechą dla wszystkich. Spojrzał na mnie ukradkiem i spuścił wzrok. Popatrzyłam na dziewczynę i powiedziałam głośno.
- Zabiłam ją.. Dla naszej Darcy..
- Co.?! Kogo zabiłaś.?- Bella podbiegła do mnie.
- Moją matkę..Tą wredną kobietę..
- Nie żyje.?
- Nie.. Nie miała prawa istnieć na tym świcie.
- Czemu to zrobiłaś..?
- Dla Harrego.. Bo kocham go najmocniej na świecie i nie pozwolę mu odejść z jej powodu. Już dużo życia przez nich zmarnowałam.
- Musisz uciekać.- Usłyszałam szept z salonu.
- Wiem. Obiecaj mi Hazza, że zaopiekujesz się nią na tyle by była dobrą dziewczyną. Bella..-Złapałam ją za rękę- Pomóż mu jak tylko możesz. Gdy sprawa ucichnie, wrócę..
- Jedziemy z tobą.- Od razu odpowiedziała.
- Harry nie chce. Znam go..
- Chcę. Z tobą to i na koniec świata.- Wstał i podszedł do mnie by mnie pocałować.
Wtedy usłyszałam głośny huk drzwi. Do pokoju wbiegła policja z psami. Nie przestawałam całować Harrego. Może to był mój ostatni pocałunek. Bella trzymała kurczowo Darcy. Nagle ktoś złapał mnie mocno za ramię i kazał się położyć. Zrobiłam to co mi kazano.
- Kładź się.!- Krzyczał facet za mną.
Skłuto mnie kajdankami, tak mocno że krew nie dopływała mi do rąk. Policjant podniósł mnie i zobaczyłam okropny widok. Mój własny ojciec wyrywał dziecko z rąk Belli. Harry próbował go powstrzymać ale się nie dało. Ze łzami w oczach wyszłam poza teren domu mojej przyjaciółki. Wsadzono mnie do auta i przewieziono na komisariat. Po 20 minutach czekania wszedł oskarżyciel. Patrzył na mnie z niedowierzeniem. W końcu zaczął.
- Wiesz, że może ci grozić dożywocie.?
- Wiem.
- To czemu to zrobiłaś.?
- Bo nie mogłam znieść tego, że moja matka ukradła mi dziecko. Ah, przepraszam nie mogę jej już nazwać matką.
Nagle do pokoju przesłuchań wtargnął ojciec. Z wielką wrogością w oczach rzucił się na mnie. Ja nie okazywałam żadnych uczuć. Miałam minę poważną.
- Ty mała gówniaro.!- Strażnicy już go trzymali.
- No co.? Boisz się tego określenia.? Że moja matka kiedyś była zdzirą.? Że dawała dupy na ulicy za 10 zł.? Ja znam prawdę tato. Wiem, że w ten dzień pokłóciłeś się ze swoją kobietą i pojechałeś na dziwki. Ale niestety, zapomniałeś prezerwatyw. Matka zaszła w ciąże i wyszłam z tego ja. Nie zostawiłeś jej, bo poszłaby do sądu po alimenty. A może tak po prostu zakochałeś się w prostytutce.? Nie wiem. Wyobrażam sobie jak ta kobieta musiała cierpieć. Facet zdradził ją z kobietą przy drodze. Szybki numerek i następna. Taki jesteś, i ona też taka była. Gratuluję dobraliście się..
Popatrzyłam na boczną ścianę, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Tagi: 26.
10.03.2012 o godz. 00:20
Biegłam ile tylko sił w nogach. Nigdy jeszcze nie poruszałam sie z taka szybkościa jak teraz. Musiałam ich dogonic. Nie mają prawa tego robić. Po co ja im to w ogóle mówiłam. Ukradli mi ją. Ukradli mi Darcy. Moi rodzice. Te potwory. Niestety zatrzymałam się. Nie umiałam już dalej biec. Stałam n a drodze. Deszcz lał jak z cebra co nie pomagało w mojej pogoni za samochodem. Niestety, nie miałam już sił. Usiadłam na asfalcie. Życie nagle straciło sens. Nie mam juz po co żyć. Nagle ktoś z tyłu objął mnie mocno i zarzucił na mnie bluzę. Zgadłam, że był to Hazza. Emocje dały za wygraną, i on tez osunął się na ziemię. Nie moge sie mazgaić, teraz to moja kolej na bycie silną. Odwróciłam sie do niego i ujełam jego twarz w obie dłonie. Poznałam te czerwone oczy i usta wykrzywione w dół. Poznałam jego ból. Zdjęłam okrycie i dałam na niego.
- Będzie dobrze..- Pocieszałam go, choć sama w to nie wierzyłam.
- Nic już nie będzie dobrze..- Odwrócił wzrok.
Napewno nie chiał na mnie patrzec. Byłam nasieniem tych potworów. Cząstką ich. Nie chciałam sama siebiej znać. Chciałam dac całusa Hrremu ale go już tam nie było, stał tuz przede mną.
- Kochanie nie martw się, naprawdę.- Powtarzałam mu.
- Alice, dośc tego. Obiecywałem ci, że cię nigdy w życiu nie opuszczę. Ale mam juz tego dość. Twoi rodzice ukradli nam dziecko, nie chca zgodzić się na ślub. Co to ma być.? Już nie daję rady wiesz. Nie wyobrażam sobie tak dalej żyć. W ciągłym strachu, że coś się nam lub małej stanie.
- Chyba mnie nie opuścisz..?- Spytałam z nadzieją.
- Nie wiem.. Musze to wszystko przemyśleć..- Odepchnął moją rękę i zniknął w strugach deszczu.
Brzydził się mną. Czułam to. Nie chce mnie nawet dotknąć. Przypomniało mi się jak pierwszy raz zderzyliśmy sie w szkole. Ten jego blask w oku dał mi wiele do myślenia. Potem nasz pierwszy pocałunek i pierwszy stosunek. Potem oświadczyny, a po nich wszystko zaczęło sie psuć. Czemu akurat ja musze mieć taka rodzinę.? Tego było już za wiele. Darcy mogli mi zabrać, jeszcze bym ją odzyskała. Ale Harry to już przesada. Nie pozwolę mu odejść. Wzięłam nogi za pas i udałam się do szpitala po auto. Gdy już tam dotarłam byłam mokra jak szczur, więc poszłam sie najpierw przebrać. Harry nie odbierał mojego telefonu, to znaczy że było źle. Wsiadłam do samochodu i zatrzasnęłam drzwi. Włączyłam moją ulubioną piosenkę i odpaliłam silnik. Podjechałam pod dom moich starszyk. Wysiadając trasnełam drzwiami z całej siły. Podeszłam na ganek i wtargnęłam do mieszkania. Usłyszłam płacz dziecka. Moja Darcy. Podbiegłam do matki. Miałam ochote ja uduścić.
- Mamo oddaj mi ją.!
- Nie.!
- Co ty sobie wyobrażasz.? Ze jak jesteś moja matką to tobie wszystko wolno.? Popatrz na siebie, jesteś starą zardzewiałą rurą, nadającą się tylko do popychania.!- Nie wytrzymałam.
- Proszę..
- Tak, właśnie. Ukradłas mi dziecko i jeszcze nie chcesz mi go oddac. Ty już miałaś szanse wychować dziecko, ale jej nie wykorzystałaś. Jesteś żałosna, i spokojnie dopilnuje by Darcy nie miała takiej samej matki-potwora co ty.! Nie chcę jej zmarnować życia.
- Ależ córeczko..
- Nie.! Nie masz prawa tak do mnie mówić. Ja nie mam prawdziwej mamy, rozumiesz.? Zginęła we własnych myślach juz dawno temu. W dupie ci sie poprzerwacało.! Moją córkę mogłaś mi jeszcze zabrać, ale nie pozwole ci odebrac mi Harrego.! Darcy bym odebrała ale Hazza już nigdy nie wróci.! Chce mnie i małą zostawić przez was. Przez was wszystko sie psuje. Przez was mam zniszczone życie. Przez was mam takie geny co wy, a dla mnie to wstyd..
- Nie oddam ci jej. Nie będziesz dobra matka. Jestes nieodpowiedzialna i zachowujesz się jak prostytutka. W takim wieku dziecko.? Ja bym została wywalona z domu za takie coś.!- Uniosła się.
- A ja nie zostałam.! Pomyśl. Mieszkam u mojego narzeczonego już prawie rok.! Wywaliliście mnie na bruk, a ty mi mówisz że to jest złe.? Może jak Darcy dorośnie też ja wyrzucisz co.?
- Ona będzie lepsza niż ty. Każdy jest lepszy niż ty. Nigdy ci jej nie oddam zrozumiano.?
Nie wytrzymałam. Podeszłam do szafki. Wyciągnełam z niej ostry nóż wielkości mojej głowy. Podeszłam z nim do niej i powiedziałam.
- Albo mi ją oddasz, albo umrzesz..
Tagi: 25.
05.03.2012 o godz. 21:30
Leżałam wpatrując się w biały sufit. Czułam ciepłą rękę Harrego. To dodawało mi otuchy. Wytrwale czekałam aż lekarz oznajmi mi co z dzieckiem. Przy porodzie były komplikacje. Od tamtego czasu, ja i Hazza nie odezwaliśmy sie ani jednym słowem. Czas oczekiwań przeznaczyłam na myślenie. W jednej chwili zwątpiłam, czy chcę mieć dziecko w domu. Czy chcę je wychowywać. Nagle pomyslałam, że adopcja byłaby lepsza. Nawet nie mam ułożonego życia a już mam dziecko. Popatrzyłam na Hazze. On patrzył sie akurat we mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Jakby się bał, zobaczyć "to coś". Jakby się bał tego dotknąć. Sama miałam takie odczucie. Znowu naszła mnie myśl o adopcji. Ale przecież juz podjeliśmy decyzje, nie mogę jej zmienić. Może Harry już się przyzwyczaił, że będzie tatusiem. Nie mówię, że mamy źle w życiu, że nie mamy pieniędzy, nie mamy warunków. Tego wszystkiego jest pod dostatkiem. CHodzi o to, że nie mam pojęcia jak byc matką. Mam dopiero 18 lat. Niedawno miałam urodziny. Nie wiem jak przeijać pieluchy, ile dawać mu jeśc, jak sie nim zajmować, wychowywać. Jeszcze raz na niego spojrzałam.
- Adopcja..- Wyszeptaliśmy w tym samym momencie.
Odwróciłam wzrok. To było zbyt silne. Więc on tez nie jest gotów. Nie dziwie mu się. Nagle lekarz dał mi do rąk cos malutkiego. Spojrzałam na nią. To była dziewczynka. Malutka kuleczka w kocyku. Taka słodziutka i bezbronna. Nie mogła nic zrobić. Jej życie dopiero się zaczęło. Już chyba wiem, co to znaczy instynkt macierzyński. Ta więź między matką a córką. Harry pomógł mi się podnieść. Podałam mu ją. On jednak nie chiał jej wziąść na ręce. Bał się, że ją upuści. Udałam, że nie widziałam i połozyłam mu malutką osóbkę na ramionach.
- Cześć malutka..- Uśmiechnął sie Harry.
Był to przepiekny widok. Córka w objęciach taty. Była do niego bradzo podobna. Te dołeczki i malutkie kręcone włoski. Znak rozpoznawczy mojego ptrzyszłego męża. Był w nią strasznie wpatrzony, jak w obrazek. Pierwszy raz widziałm go takiego potulnego. Przeszedł jakąś wewnętrzną przemianę. W pewnej chwili uzmysłowiłam sobie, że nie mamy dla niej imienia. Ale ja już wiedziałm. Złapałam Harrego za dłoń. Popatrzył na mnie swoimi pięknymi oczami.
- Darcy.
- Co.?
- Będzie mieć na imię Darcy. Zawsze chiałeś by twoja córka miała na imie Darcy..
_____________________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki ale naprawdę nie mam czasu. Obiecuję, że jutro będzie długi. Musicie mi wybaczyć.
Gabi, jesteś The Best.♥
Tagi: 24.
04.03.2012 o godz. 19:22
"Jak obiecywałam drogi pamiętniku piszę, ale nie za często. Jestem już w 9 miesiącu ciąży i jest mi bardzo ciężko. Nie chodze do szkoły, mam nauczanie domowe. Inne koleżanki ze szkoły dziwnie się patrza ale mnie to nic nie obchodzi. Zaprzyjaźniłam się z Gabi. To bardzo miła osoba. Rodzice nadal nie utrzymują ze mną kontaktu. Może to i lepiej. Nie wiem. Zawsze zadaje sobie to pytanie gdy widzę nastolatki ze swoimi rodzicami. Przyznam się. Trochę za nimi tęsknię. Na początku chciałam być silna ale zawsze coś ma swój kres. Tak jak życie, przyjaźń czy okres dzieciństwa. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że w każdej chiwli mogę urodzić. W każdej chiwli mogę zostać matką. W każdej chwili mogę odczuć ten ból. Jestem przygotowana. W końcu miałam na to całe 9 miesięcy. Harry też jest bardzo zdenerwowany, jednakże zawsze mu mówie że będzie okej. Chociaż sama nie wiem jak to sie potoczy chcę go wspierać. Wiem, że nie jest mu łatwo. Ślubu nadal nie wzieliśmy. Nie mogę już przekroczyć progu kościoła, ponieważ mamy nie ślubne dziecko. Jest to wielki grzech. Przepraszałam Hazze ale on tylko pogłaskał mnie po głowie i powiedział że jest mu to obojętne jaki ślub. Ważne żebyśmy byli razem.. Już na zawsze. Dziecko kopie z bardzo mocną siłą. No nic mój kochany pamiętniczku, muszę już kończyć. Zanim nikogo nie ma w domu wyjdę na spacer nad ulubione jezioro moje i Belli, musze przemyślec kilka spraw. Papa.
Wstałam z łóżka i ubrałam się w sukienkę dla odmiany (Klik♥.). Ubrałam mój czarny płaszcz i wyszłam na świerze powietrze. Wiatr łagodnie muskał moją twarz, a liście wokoło mnie tańczyły. Szłam ścieżką w parku wspominając miłe chwile jak to było 2 lata temu. Ja z Bellą na ławce obgadujące innych ludzi i wzdychające do poszczególnych chłopaków. Chciałabym żeby tamte czasy wróciły. Tak bardzo bym tego pragnęła. Po kilku minutach dotarłam do magicznego miejsca. Zdjęcia przeleciały mi przed oczami. Znów wyobraźnia płatała mi figle. Ale nic na to nie poradzę. Nie chcę. Dzieki niej mogę żyć przeszłością. Usiadłam na trawie, niespodziewanie poleciała mi słona łza. Łza bólu, której nigdy nic nie pomoże. Może ją tylko pogłębiać. Ciało Belli niewiadomo gdzie jest. Już chyba nigdy się nie dowiem. Ale przynajmniej jest już w lepszym świecie. Przysunęłam się do wody. Dotknęłam leciutko tafli jeziora i rozprowadziłam na nim kręgi. Kątem oka dostrzegłam jednak coś błyszczącego. Odwróciłam się. Chyba jednak tylko mi się zdawało. Gdy znów opuściłam wzrok zobaczyłam to. To o czym nigdy w życiu nie pomyslałam. To co jest magiczne. To co nie miało prawa się zdarzyć. W wodzie widziałam Bellę. Moją małą, kochaną i bezbronną Bel. Ale żywą. Jakim cudem.
- Bella.?- Spytałam z niedowierzeniem.
- To ja we własnej osobie.
- Ty żyjesz..
- Nie mogłasm wam tego wcześniej powiedzieć, źle byście to odebrali. Nie chciałam pokazywać wa tym kim jestem.
- Jesteś piękna.. Nie wierzę własnym oczom.. Jesteś syreną.
- Tak.. Niestety.
- Czemu niestety.? Niall wiedział.?
- Tak tylko Niall, kiedyś przez przypadek chlapnął mnie wodą. Musiałam mu powiedzieć.
- Wiem, Gabi mi wyjaśniła.
- Gabriella Norton.?
- Yhy..
- Jak ja jej dawno nie widziałam. Ale nie chce widzieć.
- Jezu musze szybko im powiedziec że żyjesz.!
- Ej spokojnie, wyglądasz tak jakbyś zaraz miała rodzić dziewczyno.!
- No bo właśnie za niedługo mam termin..- Powiedziałm z uśmiechem na twarzy.
- Życzę powodzenia.
- Ale jak ty się tu znalazłaś.? Przecież wyglądałaś na taką wycieńczoną..
- Ponieważ nie miałam dostępu do wody. Nie mogłam się sama myć, bo lekarz bał się że zemdleję lub cos mi się stanie. Miały mnie myć pielęgniarki. Ale nie mogłam im przeciez powiedzieć, że jestem syreną. Niall pomógł mi uciec wtedy gdy widział, że jestem umierająca. Uratował mi życie.
- Jakie to piękne..
Nagle ktoś z tyłu złapał mnie za ramię. Potem za drugie. Obok usiadł Harry a przedemną stanął Liam. Z drugiej natomiast storiny wyłonił się Louis.
- Witam chłopcy.
- Osz ty.! Ty masz ogon.!- Skomentował Liam.
- No właśnie.1 Niall byłeś w związku z syrenką..
- Wiem, ja wiedziałem od początku. I co Alice jak ci sie podoba twoja przyjaciółka.?
- Mi się tam podoba. A tobiee..
Urwał mi się głos. Poczułam ukłucie w moim brzuchu oraz strużki czegoś mokrego na moich nogach. O nie, wody mi odeszły. To teraz, to już.. Harry doskoczył do mnie w jednej milisekundzie i podniósł głowę. Był bardzo zdenerwowany. Ja z resztą też. Liam i Louis pomogli mi wstac a Niall podbiegł do Belli aby pomóc jej wyjśc z wody i wyschnąć by mogła uczestniczyć w moim porodzie.
- Zaraz dołączymy Alice.! Trzymaj się.! - Zawołała bella.
- Kochanie, skarbie nic ci nie jest.? Wszystko okej.? Dobrze się czujesz.?- Mówił do mnie zakłopotany Hazza odgarniając mi włosy z czoła.
- Trzymamy cię Al.- Uspokoił mnie Lou.
- Dobrze.. - Powiedziałm resztkami sił.
Włożyli mnie do samochodu i odjechaliśmy. Za niecałe 6 minut byliśmy już pod szpitalem. Harry wziął mnie pod ręke i pomógł wysiąść. Szedł bardzo powoli. Gdy doszlismy do drzwi, pielegniarka zauważyła nas odrazu. Zawołała lekarza i przyniosła wózek. Usiadłam bezsilnie opierając głowe o ramię. Nie wiedziałam, że urodzić to tak trudna rzecz do wykonania.
- Ktoś jest z was rodziną.?- Spytała pielęgniarka, gdy wszyscy chłopcy cheli wejśc na porodówkę.
- Ja jestem ojcem..
- Dobra, ty możesz wejść.- Wskazała na Harrego.- A reszta niestety musi tu poczekać.
- Napewno chcesz to widzieć..?- Spytałam.
- Nigdy cie nie opuszczę. Na dobre i na złe. Chociaż jeszcze nie mówiliśmy tej przysięgi małżeńskiejm jest ona dla mnie ważna. Będę trzymał cię za ręke do końca.- Po tych słowach pocałował mnie w czoło a potem w usta.
Sanitsriusze przenieśli mnie na stół operacyjny. Harremu dali krzesło obok mnie. Bolało jak cholera, byłam cała spocona i czułam że zaraz mnie rozsadzi. Zza parawanu wyszedł lekarz przygotowany do porodu.
- Jak się czujesz.?- Zapytał łagodnie.
- Dobrze, ale bardzo mnie boli brzuch..
- To normalny objaw. Czujesz może, że dziecko ma teraz ochote wyjść na świat czy jeszcze trochę czekamy.?
- Nie wiem. Ale chcę to juz mieć za sobą. Nie wytrzymam dłużej.
- No więc okej.
Lekarz kazał mi rozszerzyć mocno nogi. Bardzo sie wstydziłam pokazac mu to co tam mam, ale byłam zmuszona jednak odchyliś nogi. Czułam się dziwnie. Ściskałam mocno rękę Harrego. Usłyszłam pierwsze polecenie.
- Przyj, Alice. Dobrze. Przyj.
Po 5 minutach miałam dość, trwało to już zbyt długo. Każda minuta dłużyła się jeszcze bardziej. Chyba musiałam zrezygnować.
- Panie doktorze nie wyjdzie nam. przyjdę kiedy indziej.
- O nie, teraz juz nie możesz. jesteśmy w środku rodzenia. Przyj Alice jeszcze tylko trochę. jesteś silna.
- Jesteś slina..- Usłyszałam szept Hazzy.
Dobrze zrobię to. Parłam z całej siły myśląc, że nie moge już tego przerwać. Nieoczekiwanie po kliku sekundach usłyszałam.
- Widzę główkę.
Tagi: 23.
01.03.2012 o godz. 20:27
Nagle świat stanął, nie wiedziałam czy mam płakać czy nie. Już nie czułam. Nic nie czułam. Najpierw Bella, potem on. Jak to możliwe.? Nie mógł byćw niej aż tak zakochany. Tak bardzo, że aż się zabił by z nia być. W sumie, ja zrobiłabym tak samo jakby Harry znikł. Niestety, ale chyba można czuć tak coś wielkiego do drugiej osoby. Na nasze nieszczęście. Ale chwila. Przypomniała mi się Gabi, jak mówiła coś o tym, że Bella nie umiała dopuścić innej dziewczyny do życia Nialla. A on ostatnio zrobił się bardzo tajemniczy. Jedno słowo. Tajemnica. Musi coś ukrywać. Ale w sumie dobralisie z Bellą, ona też bała się wody. Za nic nie chciała do niej wejść, ale za mną wskoczyłaby do niej. Kiedyś mi tak mówiła. Zawsze jak szłyśmy na basen, ona zawsze tylko sie opalała, a jeśli ktos ją ochlapał szybko leciała do łazienki. Potem nigdy temu komuś nie wybaczyła za to co jej zrobił. Ale każdy ma jakąś fobię. Ja mam arachnofobię. Nic z tym sie nie da zrobić. To nie twoja wina. Muszę jak najszybciej porozmawiać z Gabriellą. Wstałam otrzepałam się z piasku i podeszłam do auta. Wiedziałam, że Hazza nie jest zdolny do jazdy, a ja nie miałam jeszcze prawka. No nic, trzeba było złamać prawo. Chodzi tu o ciało Belli. Może ona wie gdzie może się znajdować.
- Harry, skarbie możesz się przesiąść.?- Kiwnął tylko głową.
Wsiadłam od strony kierowcy i zapiełam pas. Ułożyłam delikatnie ręcę na kierownicy i położyłam nogę na pedał gazu. Lekko go docisnełam i zaczęłam powoli ruszać. Po kilku minutach jechaliśmy z prędkością 50 km/h. Stanęłam pod umówionym miejscem z dziewczyną. Natychmiast ja zauważyłam i wyskoczyłam jak oparzona z auta. Podbiegłam do niej i powiedziałam spokonie.
- Gabi musisz mi pomóc.
- Czemu.? Co sie właściwie stało.?
- Niall skoczł z klifu, dla Belli..
- Co.?!- Patrzyła na mnie przestraszonym wzrokiem.
- Musisz mi opowiedziec co między nimi zaszło. Wtedy, gdy była ta afera z tobą.
- Ale ja..
- Błagam cię.. Powiedz mi.
- No dobra.. Nie wiem czemu, ale oni mieli jakąś tajmenicę. Wielką. Nigdy nikomu o niej nie powiedzieli, ani nawet nie wspomnieli na jej temat. Jedna wielka zagadka. A zaczęło się to tak. Byłam kiedys z Bellą na basenie. Była wtedy z Niallem już od 2 miesięcy. On nie wiedział, że boi się wody. Podszedł do niej i chlapną z małego wiaderka. Bel rozzłoszczona jak zawsze pobiegła do łazienki. Niall poszedł za nią. Nie wychodzili z tamtąd długo. Lecz po kilku minutach opuścili pomieszczenie jakby gdyby nigdy nic. Od tamtego zdarzenia Niall był tylko przy niej i tylko dla niej. Był jak na smyczy, nie obrażając tu Bel. Nie mógł się nawet odezwać do płci przeciwnej. Ty byłaś jednak wyjątkiem. Nikt nie mógł tego pojąć dlaczego akurat ty. Niall powierzał ci tajemnice, traktował jak przyjaciółkę. Miałaś szczęście, bo był bardzo fajnym gościem.
- Co to za zagdka..
- Nie mam pojęcia. Też się nad tym zastanawiałam dość długo, ale potem stwierdziłam że to nie ma sensu.
- Dobra dzięki za to, że mi o tym powiedziałaś. Pa.!- Pomachałam koleżance i wróciłam do Hazzy. Odpaliłam samochód i wyjechałam na drogę. Gabi stała tam jeszcze przez chwilę a potem czymchnęła do domu. My też juz wracaliśmy. Nagle usłyszałam wiadomości w radiu o jakimś chłopaku. Dałam głośniej by usłyszeć każde słowo.
" Dokładnie, leży tu blondyn wygląda na około 18 lat. Pan Piotr który go tu znalazł mówi, że musiał zaczepic sie o drzewo, które wyrosło na skarpie. Jak narazie chłopak zyje a jego stan jest stabilny. Właśnie przeworzą go doszpitala. Dla Radia Zet mówił Marcel Oleski.
".

O nie. Szybko zawróciłam i pojechałam w stronę Carton St. Gdy juz tam dojechaliśmy Hazza i ja wyskoczyliśmy z auta i pobigliśmy w stronę karetek i policji. Milicjanci nie chcieli nas do niego dopuścic ale wyjaśniliśmy mu, że jesteśmy jego najbliższą rodziną. Zbliżylismy sie do oznaczonego miejsca. Tam leżał Niall. Był pocharatany, ale nie było jakiś większych urazów. Kamień spadł mi z serca. Żyje, jest cały i zdrów to jest teraz najważniejsze. Po całej akcji odwieźli go do szpitala a my udaliśmy się do restauracji coś zjeść. Dawno nie byliśmy sami.. Portier znalazł nam miejsce. Dali nam karty i wybraliśmy jedzenie. Widać było, że Harrego cos gryzie. Miał kwaśną minę jakby ktoś dał mu cytrynę do buzi.
- Co cię gryzię.?
- A.. Po prostu smutno mi, że ostatnio nie mamy dla siebie czasu.
- Ale teraz już będzie dobrze.
- I tak przesunelismy datę ślubu o miesiąc..
- Ale teraz już jest okej. Niall jest cały i zdrów. Obięcuję Ci.- Zapewniłam go.
- No nie wiem.
- A co powiesz, byśmy spędzili razem noc.?
- Nie wiem..
- Już mnie nie kochasz..Wiedziałam że tak będzie.
- A czy ja musze zawsze być poważny.? Żaruje kochanie.! Co ty.!- Pierwszy raz zauważyłam uśmiech na jego twarzy od tygodnia.
- Dziękuję..
Hazza wstał i poprosił kelnera o gitare. Nie wiem skąd ja wytrzasnął ale podał mu ja a on usiadł obok mnie i zaczął grać. Potem śpiewać.. "It's gotta be you.."
Tagi: 22.
28.02.2012 o godz. 20:27
Biegliśmy tak przez 10 minut aż dotarliśmy do domu. Wbiegłam do środka i zaczęłam sie rozglądac po mieszkaniu. Niestety moje oczekiwania się spełniły. Nie było ani jego, ani samochodu. Harry stał nieruchomo, nie wiedząc co się dzieje. Chciałam mu to wytłumaczyć ale nie było czasu. Już postawiłam noge za próg domu, ale on mnie zatrzymał. Popatrzył tymi swoimi pięknymi oczami. Nie mogłam odmówić.
- No więc.?- Spytał.
- Mam takie podejrzenie, że mógł udać się..
- Gdzie.? Alice, gdzie.?
- Na klif. Mówiłeś mi kiedyś, że nie umie pływać, a Niall zawsze marzył o tym by skoczyć z klifu właśnie.
- Szybko, wsiadaj do mojego auta.!
Szybkim ruchem otworzyłam drzwi i wsiadłam. Wyjechaliśmy z podwórka One Dirextion i wyjechaliśmy na jezdnię. Hazza dodał gazu i pojechaliśmy na najwyższy klif, który znajdował sie 15 km od Londynu. Jechaliśmy w zupełnej ciszy. Nikt sie nie odezwał, ani ja, ani on. Rozumiałam, że boi się o swojego kumpla. Ja tez się o niego bałam. Był częścią mojej rodziny. Gdyby i jemu sie coś stało nie przeżyłabym tego. Już wiele sie w moim życiu zdarzyło. Nie dośc, że moja przyjaciółka zmarła to nie ma jej ciała. Byłam ciekawa czemu ktoś miałby je wykradać. Nagle usłyszłam pisk opon i wielkie chamowanie, oraz nieobecny wzrok Harolda.
- Widzę go..- Skomentował.
Tak, ja tez go zobaczyłam. Był w ulubionej koszulce Belli. Zawsze lubiała jak ją nosił. Była ona niebieska w białą kratkę. Stał kilka centymetrów od przepaści. Na końcu znajdowała sie woda. Tego czego Niall bał sie najbardziej. Czyżby chciał dla niej przezwyciężyć strach.? Możliwe, jego miłość do niej była taka silna.. Wysiadłam powoli z samochodu. Niall obrócił się i spojrzał na mnie. Przestraszył się, bo zrobił krok w stronę skarpy. Wyciągnełam ręke, chociaz dzieliło nas z jakiś 5 metrów chciałam go złapać, powstrzymać.
- Po co tu przyjechaliście.?
- Żeby ci pomóc.
- Ale po co.? Ja do niej chcę tylko dołączyć. Podejdź. Ona jest tam, zobacz.
- Co ty mówisz.?- Podeszłam, by sie przyjżeć.
- No tu.- Wskazał puste miejsce w wodzie.
- Ale Niall.. Tu jej nie ma.
- Przestraszyła się, nie chce żeby ktoś ją zobaczył.
- Wracajmy do domu.
- Nie, chcę do niej.
- Będziecie razem, ale jak przyjdzie na ciebie czas. Bella musiała odejśc juz teraz. Może Bóg jej potrzebował. Nigdy tego nie zrozumiemy. Nigdy nie będziemy wiedzieć, czemu małe dzieci umierają, czemu akurat one chorują a nie starsi ludzie. Przecież nic nie zrobiły. Niczym nie zdążyły zawinić. Czemu chcesz odebrac sobie najlepszy dar jaki dostałeś.? Życie.?
- Bo moje życie i nadzieja odeszły razem z Bellą. Jestem teraz tylko ciałem, bez serca i duszy.
- Niall prosze cię, daj mi ręke.- Wyciągnełam ku niemu moją dłoń.
- Alice..
- Nie.! Błagam cię nie żegnaj się ze mną. Błagam cię.! Proszę z całego serca..- Zaczęłam łkać.
- Duszą i tak już jestem przy niej. Ale będe tu, ja nie odchodzę. Mówiłem Ci ona jest tam na dole..
- Nie rób tego, masz całe życie przed sobą. Co z zespołem, co z twoimi rodzicami.!
- Alice.. Spieszcie się kochać ludzi.. Tak szybko odchodzą..
Po tych słowach spłynęła mu łza i dał noge w tył. Chciałam go złapać, ale nie udało mi się. Zaczął leciez jak ptak. Został ze mną tylko wiatr, który rozwiewał moje kosmyki włosów.
Tagi: 21.
27.02.2012 o godz. 16:54
Wszyscy byliśmy pogrążeni w smutku. Nikt nic nie jadł, nie pił, ani nie rozmawiał przez ostatnie 3 dni. Rozpacz była tak wielka, że nie umiałam przestać płakać. Nie ma jej. Znikła w jednej sekundzie. Czemu.? Co ja takiego zrobiłam, by tak mnie ukarać. A co zrobiła Bella, by dostać raka. Była tak miłą i pogodną osobą. Może Bóg chciał ją przed czymś ochronić. A może dziecko za nią tęskniło.. Sama nie wiem. Zadręczam się tymi pytaniami, choć wiem że i tak mi nikt na nie nie odpowie. W objęciach Hazzy szłam w czarnej sukience, czarnych butach i czarnym płaszczu po chodniku. Za nami tłum ludzi. Nie wiem czemu byliśmy pierwsi. Nie wiem, czemu nie było rodziców Belli. Nie wiem czemu nie było nikogo z jej rodziny. Pewnie nie mogli przyjść. Nie dali rady. Ich myśli powoli się wykańczają, aż w końcu umrą w plątaninie własnego umysłu. Taka jest prawda. Okropna prawda. Za tydzień mam ślub. Będę się cieszyć tym dniem. Jest on bardzo szczególny. Wiem, że powinnam nie urządzać imprez ani w nich uczestniczyć, ale nie będę przekładać ślubu. Bella powiedziała, żebym nie marnowała szansy jaką mi dali. Nie zmarnuję, obiecuję. W końcu ustaliśmy. Wszyscy ustawili się w kręgu i czekali aż przyjdzie trumna z jej ciałem. Po 20 minutach zaczęliśmy się niecierpliwić. Nagle zza drzewa wyłonił się ksiądz.
- Bardzo państwa przepraszam, ale nigdzie nie ma jej ciała.
- Jak to.?
- Nie wiem jak to możliwe, w szpitalu zaraz po tym gdy państwo opuścili jej pokój ona zniknęła. Szukaliśmy jej, myśleliśmy, że może przeżyła śmierć kliniczną a po przebudzeniu wystraszyła się i uciekła. Jednak nie ma po niej żadnego śladu.
- Nawet nie może w spokoju odejść z tego świata..-Wtrącił Niall, po czym pobiegł w głąb lasu, który znajdował się obok cmentarza.
- Zostawcie go.- Powiedział Harry do chłopców którzy chcieli za nim biec.
- To co możemy zrobić.?- Kontynuowałam.
- Na razie nic. Nie jesteśmy w stanie określić gdzie się znajduje. Przykro mi. Z Panem Bogiem.
- Choć kotku, musimy wracać na zajęcia.- Złapał mnie w pasie Harold.
- Dobrze..
W szkole byłam osłupiała i chyba każdy to zauważył. W głowie mi się kręciło od tego wszystkiego. W oka mgnieniu była już pora popołudniowa i trzeba było udać się na obiad. Usiadłam tam gdzie zawsze i jeździłam widelcem po talerzu. Musiałam coś zjeść, więc się zmusiłam. Nieoczekiwanie usidła obok mnie Gabriella. Zapomniałam, że od wczoraj ze mną trzyma. Może dobrze mi zrobi z kimś się zakolegować.
- Hej Gabi.- Próbowałam się uśmiechnąć i chyba mi to wyszło.
- No hej piękna.!
- I co, jak tam u ciebie.?
- A dobrze. Alice, mam pytanie.
- Wal śmiało.- Klepnełam ją po ramieniu.
- No bo chciałam się dowiedzieć, czy dalej jest aktualna data waszego ślubu.
- Tak, nadal taka sama.
- No więc, chcecie by ktoś robił wam zdjęcia by upamiętnić tą wspaniałą chwilę.?- Zapytała z nadzieją.
- Właśnie szukamy fotografa, a co masz kogoś.?
- W sumie, to ja chciałam..
- O.! To świetnie. Umiesz robić zdjęcia.?
- To moje Hobby.
- To jeszcze lepiej. Gdybyś chciała, chętnie cię weźmiemy.
- A Harry nie będzie miał nic przeciwko.?
- Nie, no co ty. Ale mogę go spytać bo właśnie tu idzie.
- Ale nie, to ja może sobie pójdę.- Widać byłą bardzo nieśmiała.
- Zostań, przynajmniej Cię pozna.
- Ymm.. No dobrze.
- Hej skarbie.!- Podbiegłam do niego i pocałowałam namiętnie, tak aby Amber i wszyscy inni widzieli.
- A czym ja sobie zasłużyłem na takie traktowanie panno White.?
- Tym, że jesteś Panie Haroldzie Edwardzie Styles.- Powtórzyłam raz jeszcze, ponieważ mówię mu to od samego początku. Pocałowaliśmy się jeszcze raz, a ja usłyszałam jak Amber zatrzaskuje drzwi od stołówki.
- O właśnie. Harry poznaj naszego fotografa. To Gabi.
- O cześć, miło mi.
- Hej.
- A co ty taka nieśmiała.?- Spytał z śmiesznym wyrazem twarzy.
- Ah, długa historia..
- To powiedz, my już nie mamy lekcji. Nie Alice.?
- No ba.
- No dobrze. Więc, kiedyś ja z Bellą się przyjaźniłyśmy. To trwało bardzo krótko, ponieważ chodziła z takim jednym blondynem. Do dziś nie wiem jak się nazywa. Spodobał mi się. Nie miałam wyjścia, więc poinformowałam ją o tym. Nie chciałam mieć przed nią tajemnic. Ona się wkurzyła i zaczęła panikować, że odbiję jej faceta. Potem zarzuciła mu, że ją zdradza. Więc od tamtej pory nie oglądał się za nikim innym tylko za nią. Nie wiem, co w nią wtedy wstąpiło. Kurde już dzwonek, muszę pędzić. Pa.!
- Dobrze, papa. Niall.?
- Widocznie tak, ale nigdy nam o czymś takim nie wspominał..
- Gdzie on jest.?
- Nikt nie wie, wziął swój samochód i walizkę.
- Trzeba go powstrzymać.
- Przed czym.?
- Zobaczysz.- Wzięłam go za rękę i wybiegłam przed szkołę.

____________________________________________________________
Wybiła 20.! Jak ten czas szybko leci. A więc.
167 komentarzy.
1251 wejść.
Dziękuję wszystkim za to, że dają mi komentarze i zachęcają do dalszego pisania. Szczególne podziękowania dla. :
LadyInBalck14.- Gabi.♥
Kasia24209.- Mamusia ; *
Moments.
wichurka016.
Imaginations.
Lonly1
Orange.
Believe.
youdaone.
Jeszcze raz bardzo dziękuję. Jesteście świetni <3.
Tagi: 20.
26.02.2012 o godz. 17:06
Byłam przy Belli całe 3 dni. Niestety dawała coraz mniej znaków życia. Była blada, chuda i słaba. Chyba nadchodził jej czas. Czas na to by odeszła. Nie mieściło mi się to w głowie. Moja przyjaciółka ma raka. Co ja zrobię jeśli umrze. Ale jest jakaś mała nadzieja, że przeżyje. Po to jest ta chemia by zwalczała tą chorobę. Teraz mam zamiar poświęcać jej dużo czasu. Niall wczoraj powiedział mi, że chce wziąść ślub z Bel w szpitalu. Zanim się rozstaną, już na zawsze. Taki przykład miłości jaki jest między Niallem a Bellą jest nietypowy. Rzadko zdarzają się tak zakochane i szczęśliwe ze sobą pary. Ja z Harrym też jesteśmy w sumie takim przykładem. A no właśnie. Mierzyłam wczoraj suknię ślubną i aż popłakałam się ze szczęścia. Była w prost cudowna. Ale co do ślubu została jeszcze jedna kwestia. Moi rodzice. Powiedziałam im że jestem w ciąży. Oni powiedzieli, że nie mieli nigdy córki. Ja natomiast nie wierząc w ich słowa odpowiedziałam "Mnie niestety, rodzice oddali do adopcji." i odłożyłam słuchawkę. Nie mam zamiaru ich zapraszać. Siedząc tak w stołówce, rozmyślałam o całym moim życiu. Po szkole muszę udać się do Harolda, aby dał mi pełną listę gości. Następnie pójdę jeszcze raz odwiedzić Bel. Nagle ktoś mnie szturchnął. Była to Amber Shool. Wredna dziewczyna, która czepia się mnie na każdym krok. Ostatnio coraz bardziej.
- Czego chcesz.?- Zapytałam zmarnowana.
- Mówiłam ci, że zawód prostytutki nie jest doby. Teraz jesteś w ciąży.- Powiedziała swoim słodkim głosikiem.
- A ja mówiłam ci, że masz przestać reklamować tapety mojego dziadka na twarzy.- Uśmiechnęłam się.- Jest mu bardzo miło, ale nie musisz tego robić.
- Osz ty jędzo, jak ja ci zaraz..!
- Amber zostaw ją.! Won od tego stolika.- Przede mną ukazała się szatynka w zielonym sweterku.
- Yyyyy.. Czemu ty ją bronisz.?
- Bo tak. Nara.- Amber popatrzyła się na nią dziwnie i odeszła. Dziewczyna odwróciła się do mnie i przedstawiła.
- Hej, jestem Gabriella Norton.- Podała mi rękę.
- O, cześć. Jestem Alice White.- Uścisnęłam jej dłoń.- Dziękuję, że wstawiłaś się za mną.
- Nie ma za co. Ej, mogę jeść z tobą obiad.?
- Okej. Byłoby miło w końcu z kimś posiedzieć.
- A Harry.?
- Skąd wesz, że chodzę z Harrym.?
- Wiem też, że jesteś jego narzeczoną. To widać. Obrączka na palcu jego i twoim. A tak poza tym to przecież Hazza jest w ciebie tak wpatrzony. Na każdej przerwie słyszę jak mówi coś o tobie.
- To miło z jego strony.
- Nawet bardzo. Życzę wam szczęścia i oczywiście wytrwałości. Dobra muszę lecieć na lekcje. To co jutro w tym samym miejscu.?
- Tak. To pa.!- Krzyknęłam za dziewczyną. Była całkiem miła.
Ja już skończyłam lekcje bo nie było Pani z biologi. Wyszłam na korytarz gdzie miał czekać Harry, niestety nie zauważyłam go. Może zapomniał. Sama nie wiem. Skierowałam się ku dworu. W końcu ujrzałam mojego narzeczonego stojącego obok swojego auta z pudełkiem w ręku. Podbiegłam do niego i pocałowałam w usta.
- Czemu cię nie było n korytarzu.?
- Bo chcę by wszyscy widzieli, że mam taka super narzeczoną. Proszę. Otwórz.- Podał mi pudełko.
- O boże, Harry.! Jak ja mam ci się odwdzięczyć.?- W pudełku znalazłam naszyjnik, albo nawet dwa. Były to dwie połówki serca. Napis na nich brzmiał "Na zawsze razem.". Hazza założył mi jedną połówkę a ja mu drugą. Następnie wzięłam jego część i dołączyłam do mojej. Z wzruszenia aż się popłakałam.
- Nie płacz..
- To łzy radości. Dziękuję ci.
- No mówiłem ci, że nie ma za co.
Wsiedliśmy do samochodu i pojechałam do Belli. Gdy już byłam w jej pokoju zobaczyłam tam Nialla. Nie wiedziałam, że on też tu będzie.
- No hej. Jak się czujesz.?
- Źle..
- O boże nic ci nie jest.?- Podbiegłam do niej.
- Niall, Alice złapcie się za rękę. Teraz mnie. Dobrze. Słuchajcie.- Mówiła bardzo cichutkim szeptem.- Już czas. Bardzo was kocham. Alice, bądź w życiu szczęśliwa. Znajdź nową przyjaciółkę. Na pewno będzie lepsza niż ja. Nawet nie zaprzeczaj. Stwórzcie z Harrym piękną rodzinę. A ty Niall bądź tam dobrą niańką. Uśmiechajcie się jak najwięcej. Cieszcie się życiem, bo jest tylko raz. Wykorzystajcie je do końca i na maksa. Żyjcie tak, bym usłyszała o was w raju. Dołączę do mojego kochanego dzieciątka. Zaopiekuję się nim dobrze. Pewnie już za mną tęskni. Gdy już wy jako starcy dołączycie do mnie, znowu się spotkamy. Będzie tak, jak zawsze. Będę patrzeć na was z góry. Będę się wami opiekować. Kocham was.. Dobranoc...
Po tych słowach zamknęła oczy a jej klatka piersiowa przestała się unosić. Trzymałam ją dalej za rękę. Mój podbródek zaczął drgać. Nagle ktoś złapał mnie za brzuch i zaczął wyciągać z pokoju. Zgadywałam, ze to Harry. Nie chciał bym to oglądała. Puściłam jej rękę. Ostatni raz dotknęłam jej ciała i ją zobaczyłam. jej brązowe włosy i pyzie.
- Słodkich snów..- Wyszeptałam opuszczając pomieszczenie z jej ciałem.
___________________________________________________________
Nowa postać.

Gabriella Norton-17-letnia dziewczyna, która przeprowadziła się do Londynu z Kanady gdy miała 15 lat. Jej mama zmarła na zapalenie płuc. Kiedyś przyjaźniła się z Bellą, nikt nie wie dlaczego ich drogi się rozeszły. Miła i roześmiana dziewczyna. Uwielbia fotografować innych.
c2f8d503a2eae2f53ad823d.jpeg
Tagi: 19.
26.02.2012 o godz. 00:14